Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciri. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciri. Pokaż wszystkie posty

1 lipca 2013

Dzień Psa

Wychowana na Reksiu i Pankracym nie mogłabym nie dręczyć rodziców o obecność psa w domu. Pierwsza pojawiła się Kropka. Później była Bela, a jeszcze później Coma. Na zdjęciach w domowych albumach jest chyba tylko Kropka.

Po kilku latach bezpsich moja siostra zapragnęła, podobnie jak ja wcześniej, psa. I tak trafił do nas Misiek. Wielorasowy, mądry, opiekuńczy, a przy tym wszędobylski. Znali go mieszkańcy miasteczka. Wychodził z domu na samotne spacery, a jeśli chciał wrócić często ktoś odzywał się w domofonie - "Państwa pies czeka". Wiedział, gdzie pójść, by dostać coś dobrego, które zakątki omijać (np. okolice przychodni weterynaryjnej). Wędrował z nami wiele kilometrów, gonił, gdy zjeżdżałyśmy z górek na sankach, po prostu z nami był. Pokochał malutkiego kociego szkraba przyniesionego do domu przez siostrę i wychował jak swojego - podnosił kocinkę, gdy rozjeżdżały jej się łapki przed miską, nauczył jak szczekać na ptaki i jak spać na wersalce pani, żeby było najwygodniej. Umarł niespodziewanie na serce.


Do jakimś czasie do domu, a właściwie do Rodziców, bo my już mieszkałyśmy poza domem, trafiła Ciri wyłowiona wraz z workiem z jeziora. Piękna, czarna, mądra, kochająca. Pilnowała swojego, cieszyła się naszymi przyjażdami, uwielbiała biegać za rowerem, a w późniejszym wieku jeździć samochodem. Rozstaliśmy się z nią w tym roku, niedawno.



Choć mieszkają z nami koty tęsknię za obecnością psa. Uśmiecham się szeroko do każdego mijanego na spacerze, śledzę fora, strony, czy facebookowe profile fundacji pomagającym psom i obiecuję sobie, że kiedyś, gdy tylko będziemy mogli, zaprosimy do naszego domu psa.

W Dniu Psa życzę wszystkim psom kochających ludzi, wygodnych legowisk i pełnych brzuchów. A Wam, którzy towarzyszycie psom, pozostaje mi powiedzieć - Cieszcie się ich obecnością!


P.S. Podróżującym z psami polecam akcję "Wystaw miskę".

19 kwietnia 2013

Ciri

Kiedy 12 lat temu moja siostra z przyszłym mężem spacerowali brzegiem jeziora usłyszeli skowyt. Z jeziora wyłowili worek ze szczeniakami. Tylko jeden z nich przeżył. Piękna, czarna dziewczynka. Miała około trzech miesięcy i wracając ze swojej pierwszej wizyty u lekarza wyglądała tak:


Szczęśliwie uratowana od śmierci dostała imię Ciri i zamieszkała z naszymi Rodzicami. Długo bała się wody, za to uwielbiała jazdę samochodem. Nikt tak jak ona nie cieszył się z naszych odwiedzin. Zabierana na długi spacery domagała się rzucania patyków - goniła za nimi i radośnie uśmiechnięte przynosiła, by rzucić je ponownie. Z miłości do mnie zaakceptowała nasze koty; choć te podwórkowo-działkowe zawsze ganiała. Zawsze prosiła o podzielenie się posiłkiem, chętnie biegała koło Mamy jadącej na rowerze, wieczorami pchała się pod kołdrę.

Gdy miała kilka lat, nagle przekonała się do wody. Zaczęła delikatnie wchodzić do jeziora, by później zacząć się domagać od nas rzucania patyków także do jezior i rzek. Aportowała przepięknie z uśmiechem od czubka uszu po czubek ogona. Gdy odpływałam za daleko od brzegu goniła mnie i szczekała nakazując powrót. Uwielbiała wycieczki do lasu, także te zimą. Zainteresowana wieloma zapachami krążyła wokół nas upewniając się, że jesteśmy i ją widzimy. 

Ostatnio spotkałam się z Ciri w lipcu 2012 roku. Miała posiwiałą brodę i była mniej ruchliwa niż ją zapamiętałam z poprzednich spotkań. Mieszkanie daleko od Rodziny, do Rodziców i Zwierzątek ma w sobie tę niewygodną stronę - rzadko się można z nimi spotkać. Za rzadko.

Ciri od kilku miesięcy źle się czuła. Miała kłopoty z oddychaniem, lekarz określił również zaburzenia w pracy serca. Do pewnego czasu traciła przytomność przy zwiększonym wysiłku i nie mogła się położyć.

Wczoraj, 18 kwietnia, o 12:00 Ciri umarła. W pobliskim kościele rozdzwoniły się dzwony nawołując do modlitwy "Anioł Pański".  






























9 lutego 2013

Babiniec z rodzynkiem

Z moimi rodzicami mieszka Ciri (dwunastoletnia pieska) i Kavka (kilkuletnia kotka). Z nami - wiadomo: Sisi, Gusia, Nusia, Duszka i Wojtek. W zaprzyjaźnionym domu tydzień temu zamieszkała Eskada (kotka). W ciotki Zu. mieszkają kocice Czarcia, Julcia i Pirania. W domu brata Z. mieszka Zocha. Z rodziną mojej siostry dotychczas mieszkała koteczka Lulu. Od wczoraj mają nową domowniczkę. Przepięknej urody pieskę siberian husky o wdzięcznym imieniu Ayka.


Gdyby żył Ptyś mógłby, razem z Wojtkiem, podtrzymywać męski honor. A tak - cóż, Wojtek jest rodzynkiem w babińcu.

Ayce gratulujemy wyrwania się ze schroniskowego piekła, a jej bliskim życzymy udanego kocio-psio-ludzkiego życia:-)

24 lipca 2012

Koty są wszędzie...

Nie zaginęłam, nie przepadłam, koty zdrowe i w pełni sił. Wakacjowałam jedynie i to - o zgrozo - bez kociastych, które wraz z Z. zostały na gospodarstwie. Odwiedziłam Ciri, która ma już całkiem siwiutki pyszczek i Kavkę.




Potem powędrowałam hen daleko, by podłapać nieco słońca. Koty są wszędzie, więc i tam, gdzie zabrnęłam:










 :-D


Ostatnie zdjęcia to niespodzianka. Niedaleko figury św. Franciszka zauważyłam fontannę i zdumiały mnie uroczo poukładane figurki żółwi. Okazało się, że to nie figurki :-)





Koty podejrzanie łatwo wybaczyły mi moją nieobecność...