Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotruś. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotruś. Pokaż wszystkie posty

13 grudnia 2014

W grudniu, wczesnym wieczorem...

Tuż obok łóżka rozlega się chrapanie Sary. Na kołdrze zawinięta w kłębek śpi Nusia. Tuż obok, w koszyku, Gusia, na drapaku Wojtuś. A Sisi... Sisi w łazience, na koszu na pranie, blisko kaloryfera. W przedpokoju świąteczne lampki, w tle radio jazzowe z Nowego Orleanu, a pod ręką dobra herbata. Prawda, że sielanka?

Piotruś pojechał do nowego domu w minioną niedzielę. Zamieszkał z kilkumiesięczną koteczką, chętną do zabaw i szaleństw. Ponoć już się dogadują.



U nas spokojnie. Sisi przez chwilę męczyły dolegliwości żołądkowe, ale już jest wszystko dobrze. Ostatnie dwa tygodnie spędziłam poza pracą, więc miałam nieco więcej czasu i dla siebie, i przede wszystkim dla zwierzaków. Więcej spacerów i to spacerów w blasku dnia, więcej czasu na myzianie, ale też obcinanie pazurków, czyszczenie uszu i czesanie. 

Lubię te wieczorne posapywanie zwierzyńca, moment, w którym wiem, że jest dobrze, zdrowo i bezpiecznie. Grudzień, jak chyba żaden inny miesiąc w roku, sprzyja tęsknotom za takim stanem. Zbliżające się Boże Narodzenia skłania ku refleksji i myśleniu o tych, których już z nami nie ma. Ale o nich kiedy indziej, jeszcze nie dziś... Dziś cieszmy się byciem ze sobą w takim gronie w jakim jesteśmy. I myślmy o tym, jak uczynić świąteczne dni specjalnymi także dla zwierzyńca.

26 listopada 2014

Bez zmian, choć...

miesiąc już minął. A może jednak trochę się zmieniło? Na pewno wszyscy jesteśmy starsi o miesiąc :-) 

Piotruś odwiedził weterynarza i w związku z tym kocur jest już kompletnie gotowy do adopcji - zaszczepiony, wykastrowany, z wynikiem FelV-. PanDoktora odwiedziła też Sisulka i to nie zaplanowane czyszczenie paszczy, a na badania krwi. Zrobiło się jej jakoś mniej i bałam się, że operacja może okazać się zbyt dużym wyzwaniem dla jej organizmu. Moje przeczucia okazały się mieć podstawy medyczne - Sisi waży 4,6 kg, ma nieco mniej mięśni niż miała wcześniej, a badanie wykazało - o ile dobrze zrozumiałam - że ma kłopot z przyswajaniem i utrzymywaniem wartości odżywczych pokarmu. Potrzebne są dodatkowe badania, tym razem moczu.

Wojtuś, w towarzystwie Piotrka, rozkwita. Ganiają się przed świtem i popołudniami i mimo, że niby nie zaprzyjaźnili się wyjątkowo mocno, to zdecydowanie widać obszary wspólnych zainteresowań. 

Gusia funkcjonuje w stanie z lekka obrażonym, być może nieco więcej niż zazwyczaj. Od kilku dni nie przychodzi do kuchni na poranne jedzenie, ale na szczęście wieczorami jest zawsze. O, własnie - to jest nowość. Po porannym spacerze, kiedy karmię psa, zapraszam na śniadanie także koty. Wrzucam im do misek małą puszkę bardzo dobrej mięsnej karmy, a na parapecie - poza psim zasięgiem - zostawiam suche w miseczce. Musi im to wystarczyć do mojego powrotu z pracy.

Najciekawsza jest obserwacja relacji - wciąż się rozwijających in plus - między Piotrkiem i Sarą. Psica jest jedynym zwierzęciem w domu, które podporządkowuje się rudemu terroryście. Owszem gania go, podejmuje próby przepędzenia go z moich kolan, czy w ogóle z mojego otoczenia, ale on - tez jako jedyny - nie prycha na nią, nie ucieka, nie wysuwa pazurów i nie fuka obrażony. Co więcej - dziś zauważyłam, że Piotrek robi do Sary baranki i ociera się o nią. Nie wiem, która z nas miała bardziej zdumioną minę ;-)

Nusia bywa chwilami zazdrosna o uwagę Wojtka - przytrzymuje go wówczas i pucuje mu łepetynkę oczekując wzajemności. Burczy, układa się na moich rzeczach, dopomina się uwagi, a ja już zaczynam się cieszyć na dni wolne w grudniu - będzie czas na głaskanie, przytulanie i wspólne lenistwo:-)

P.S. Ludzi chętnych do zaadoptowania Piotrka proszę o kontakt :-)

28 października 2014

Jesiennie i z Piotrusiem

Dzień mija za dniem, a ja odliczam kolejne już nawet nie kartkami kalendarza, czy zakreślanymi kolejno dniami na karce kalendarza, a jedynie kocimi i psimi uśmiechami, głaskami, ciepłem, którym otaczają mnie zwierzaki i jesiennymi smakami.



Nusiowy brzuszek już w stanie dobrym, nie zarósł jeszcze sierścią, ale na to trzeba czasu. Podobnie jak na łapce Sary nie zarosło miejsce po wkuwanym wenflonie. Samopoczucie obydwie mają doskonałe i śladu po mało miłych przeżyciach nie widać na żadnej z nich.


Późnojesienne spacery, najczęściej z mgle, sprzyjają rozmyślaniom. Skończyłam słuchać kolejną książkę i póki co chodzę z Sarą wsłuchując się w dźwięki zamglonego parku, czy układającego się do snu osiedla.


Od soboty jest z nami nowy kot. Ma około 6-7 miesięcy, jest przepięknym myziastym, ciekawym świata i bardzo proludzkim kocurkiem. Trafił do mnie, ponieważ DT, z którego wywędrował do DS, jest aktualnie zajęty i istniała obawa, że Piotruś (bo tak ma na imię ów młodzieniec) będzie zbyt natarczywy wobec maleńtasa pomieszkującego w DT. Bo Piotruś, trzeba wam wiedzieć, jest kotkiem nieustraszonym, o silnym poczuciu własnego "ja" i przekonanym o tym, że świat cały powinien leżeć u jego przepięknych, puchatych stóp i bić mu pokłony. A jak świat nie wykazuje chęci, to Piotruś ów świat z lekka karci. Ot, nasyczy, gryźnie, pokaże, że to on jest ważniejszy i nie pozwoli się światu, a już osobliwie jego co słabszym jednostkom, poniżać brakiem uznania.


Piotruś został przywitany chłodno. Kociokwiki nie pierwszy raz mają nowe towarzystwo, nie pierwszy wiedzą, że towarzystwu trzeba pokazać jaka w domu panuje hierarchia. Nowością, i tym co budziło moje największe obawy, jest to, że to pierwszy tymczas od kiedy do Kociokwika dołączyła Sara, ale i tu udało się zwierzakom dogadać bez zwracania uwagi na moje obawy.


Bałam się też o Wojtka. On i tak jest dość wycofanym kocurkiem i faktycznie - pierwsze popołudnie spędził w nastroju nieco ponurym, jakby powątpiewając w moje do niego przywiązanie. Ale gdy go przytuliłam, naszeptałam do ucha różne tajemne słowa, Wojtek poczuł się pewniej. Najlepszym przykładem jego dobrego samopoczucia jest, moim zdaniem, scena, którą zobaczyłam wczoraj. Piotrek siedząc na drapakowej półce próbował sięgnąć bocianiego gniazda, na którym przycupnął Wojtuś. Ten drugi dobitnie wyjaśnił młodszemu koledze, że pewne miejsca są właściwe starszym kocurom i młodzieży do niech dopuszczać nie wolno.


Gusia jak zwykle ma w nosie wszelkie zawirowania domowe. Burczy gniewnie ostrzegawczo i żyje sobie szczęśliwym życiem abnegatki. Rano, po śniadaniu, dopomina się wsadzenia do szafy z ręcznikami, z której to szafy wychodzi, gdy wracam z pracy.


Sisi, no wiecie, Sisi jako Matka Stada jest nonszalancka i sprytna. Ilekroć wracam do domu ucieka mi na korytarz i biegnąc zagląda przez ramię (?), czy aby na pewno ją gonię. A ja gonię, bo jakże tu nie gonić swojej ukochanej koteczki:-)

P.S. Album z pozostałymi zdjęciami.