1 grudnia 2009

Spanie i jedzenie, czyli to co koty lubią najbardziej;)

Koty głównie śpią. W nocy głównie na mnie;) Nusia na nogach, Sisi na plecach. Jako, że trudno byłoby ułożyć na mnie więcej kotów, tak, by te się nie stykały, Gusia i Kavka nie utulają mnie do snu.

Wczoraj nastąpiło spięcie między Nusią a Kavką. Kavka podbiegła zapraszając do zabawy, ale chyba zaproszenie było nie dość czytelne, bo Nusia zareagowała stanięciem na dwóch łapkach i syczeniem.

Odmówiły czas jakiś temu jedzenia surowego mięsa. Tzn. zjadły, ale bardzo opornie i zerkając to na Z. - sprawcę tegoż nieszczęścia- to na mnie z wyraźnym wyrzutem w ślicznych kocich ślepkach;)

Zagustowały za to w karmie Josera Emotion Culinesse - trzy kilogramy zniknęły w miesiąc:)

Pani w sklepie zoologicznym pod domem stwierdziła, że zapoczątkowaliśmy modę na 20 kg benka i już nie tylko my go kupujemy. No i bardzo dobrze. Jest to nieliczny raz dopasowania się rynku do klienta, który dane mi było zaobserwować, a co więcej - zainicjować:)

28 listopada 2009

Dziś w SCC kolejna akcja adopcyjna,

a my trzymamy kciuki i zachęcamy wszystkich korzystających z portali społecznościowych do zaglądania także na profile Niekochanych:

24 listopada 2009

Dawno nie było zdjęć

Nusia objawia miłość do książek:)

Sisi poluje na ptaki. I skacze z regału na drapak - od krawędzi do krawędzi 138 cm:)

Kavka wróciła. Pan, któremu przestała odpowiadać wypuścił ją na podwórko. Tylko dzięki życzliwej kotom sąsiadce tego pana nie błąkała się i miała szanse na ponowne zamieszkanie z nami.

Drapak wciąż cieszy się powodzeniem.

22 listopada 2009

Niedzielny poranek

Czuję na sobie przenikliwe spojrzenie - gdy otwieram oczy widzę Nusię udającą posążek kota.

Sisi ugniata ulubiony kocyk, szczęśliwa, iż mimo wstawionej w jej ulubione kocykowe miejsce szafki, kocyk się wcisnął. Próba pogłaszczenia Sisi lub nakłonienia jej, by poleżała z nami kończy się radosnym galopem zmierzającym poza obręb naszych rąk.

Gusia drapie w szafę. Pogłaskana burczy gniewnie i odsuwa się na odległość oddaloną od moich wyciągniętych maksimalnie palców o 3 milimetry.

Nusia postanawia wykopać skarb spod materaca, na którym śpimy. Gdy nudzi się jej kopanie, to układa się bokiem na dywanie i jedzie jak strażacy na rurze alarmowej wzdłuż boków drapiąc niemiłosiernie.

Gusia postanawia przyjrzeć się z bardzo bliska szafce, którą wczoraj wstawiliśmy u wezgłowia łóżka. Wskakuje na nią, wspina się na palce sprawdzając, czy po boku szafy da się gdzieś wspiąć, przechodzi po szafce szurając lampką i sprawdza, czy chociaż po ścianie da się wspiąć. Wraca ciężko wzdychając. I na odchodne znów drapie w szafę.

Sisi, zainteresowana tym, co na szafce robiła Gusia, postanawia również przyjrzeć się dobrze nowym perspektywom. Upiera się przy tym, że jeśli będzie odpowiednio długo i intensywnie na boku szafy szukać zaczepienia dla swoich pazurków, to owe zaczepienia znajdzie i uda jej się wejść na górę szafy. Moje słowa o tym, że szafa stoi zbyt blisko sufitu, by jakikolwiek kot mógł się tam zmieścić (no może oprócz czterotygodniowego) lekceważy i drapie dalej. Na łapanie za nogę się obraża, przesuwa lampę i zastyga oburzona, gdyż podczas jej nieuwagi do szafki przybliżyła się Nusia.

Nusia siedzi tuż obok mojej głowy blokując Sisi zejście z godnością z zajmowanej dotychczas szafki.

Sisi wykonuje skoook, a Nusia czym prędzej - wzorem starszych koleżanek - wskakuje na szafkę, by zbadać cóż ona kryje w sobie za tajemnicę. Obwąchiwana nader dokładnie i długo szafka ani drgnie. Z kuchni dobiegają odgłosy rozgryzania suchej karmy, ale i to nie jest w stanie oderwać Nusi od węszenia. 

Wybucham śmiechem, gdyż Nusia wącha bardzo głośno i przypomina w tym wąchaniu psa. Nusia schodzi z szafki i podejmuje ni to walkę, ni to pieszczoty z moją dłonią. Później kładzie się pod suszarką z praniem i liże rękaw zwisającego sweterka wprawiając w drganie całą suszarkę.

Po półgodzinnym leżeniu w towarzystwie intensywnie funkcjonujących kotów wstaję z łóżka.

Koty idą spać.

Jest 7.

20 listopada 2009

Gdzie te dni, które minęły?

Czas płynie, zasuwa, a ja nieudolnie próbuję go łapać. Mam wrażenie, że jakoś mało czasu spędzam w domu, koty czuję przy sobie tylko nocą, co oczywiście jest tylko dziwnym złudzeniem, bo przecież witają mnie gdy wracam, Gusia towarzyszy mi w porannej kawie, Nusia odwiedza ze mną łazienkę popijając z kranu, a Sisuleńka towarzyszy mi przy myciu zębów. Karmienie ostatnio zazwyczaj spoczywa na Z., bo ja nie dam rady surowemu mięsu, a on tak. Ja tylko wymieniam wodę - w misce i kubku na lodówce - i dosypują suchego na wyraźne życzenie Gusi. Jestem też nawiedzana przez Sisulkę podczas popołudniowych lektur - trzeba wówczas odłożyc książkę i ucieszyc się Sisuleńką okazując jej wiele uwagi i poświęcając jeszcze więcej głasków. Gdy zbliżyć się do śpiącej Nusi można zostać wypeelingowanym i ponapawać uszy miłym rezonansowym burczeniem.

14 listopada 2009

Oczywiście...

w środę zostałam obudzona jakoś koło 7. Gdy już wstałam Gusia ułożyła mi się na kolanach, Sisi pokwękała, ze mam jej robić "dawać tego kota", a Nusia burcząc jak mały traktorek podążała przede mną do kuchni, co i rusz przeciągając się i powodując, iż ryzyko mojego się o nią potknięcia wzrastało niebotycznie (Wasze koty też tak robią?). Po czym poszły spać;)

Drapak jest nadal często odwiedzany, cieszy się powodzeniem, co rzecz jasna cieszy nas. Nusia zasypia już nawet w budce, a wszystkim trzem zdarza się zalegiwać w formie kokoszki na półeczkach. Podpatrzyliśmy też, że Kociaste nauczyły się korzystać z obydwu wejść do budki.

Podobną do drapaka atrakcją są ptaszory. Stukają w kulki z jedzeniem już od bladego świtu (ale teraz ich nie ma, to dziwne...), zjadają wywieszony pokarm w tempie ekspresowym i zmuszają nas, byśmy już zaczęli planować, ile kulek trzeba będzie wywiesić w ptasiej stołówce przed wyjazdem na Boże Narodzenie;)))

Gusia najwyraźniej doszła do wniosku, że jak się szybko robi ciemno, to pora wrócić do zwyczaju polegiwania na ludzkich kolanach. No i leży - to u mnie, to u Z. i nawet nie prostestuje, gdy na niej opieram książkę;)

Sisi jest kotem anielsko grzecznym. Z. ułożył ją wczoraj na pleckach i obciął wszystkie pazurki. Nusi nie da się jednak określić podobnymi słowy - do zakraplania oczka (krople skutkują - oczko już nie jest opuchnięte, zaczerwienienie zeszło) zawijamy ją w ręcznik, Z. ją trzyma, a ja próbuję rozszerzyć powieki, by wkroplić lekarstwo. Krzyk jest straszny, ale Nusia się zbytnio nie gniewa - dostajemy później obydwoje liza w pliczek na znak wybaczenia;)

Reasumując: dobrze jest mieć koty:)))

P.S. Do slajdów z drapakiem dodałam nowe zdjęcia:)


Kavka


Ostatni tydzień października obfitował w czarne koty. Zanim trafiło do nas Kociątko, zamieszkała z nami Kavka. Zanim trafiła do nas błąkała się ze dwa tygodnie wkoło domu, dokarmiana przez różnych ludzi. Zadbana, błyszcząca, ufna... Wynik śledztwa międzysąsiedzkiego świadczył na niekorzyść ludzi - właściciele Kavki wyprowadzili się zostawiając ją pod domem.
Odrobaczona, odpchlona i od... co tam jeszcze trzeba było, zamieszkała u nas zajmując zazwyczaj przestrzeń pod stolikiem, a koło kaloryfera. Gdy szła do miski, a któraś z Ko-córek stała jej na drodze warcząc, wracała po nas i prosiła, abyśmy ją przeprowadzili bezpiecznie ku jedzeniu. Korzystała wzorowo z kuwety. Kilka dni spędziła nie wchodząc do sypialni, ale w końcu i tam zajrzała. Cichutka, spokojna, uwielbiająca głaszczące dłonie człowieka.
Znaleźliśmy dwa domy chętne do tego, by przygarnąć Kavkę. Jeden - w mieście, w którym mieszkamy, u pana, który już kota miał i który po zobaczeniu zdjęć Kavki chciał, abyśmy natychmiast ją przywieźli. Drugi - na wsi, ale chęć przygarnięcia kotka wykazywała uczennica, więc najpierw musiałabym jechać do jej rodziców.
Wybór padł na mieszkanie w mieście. Niewielkie, bardzo zadbane mieszkanie. Ciepły kaflowy piec. Pan, który, gdy przyszliśmy z kotem nie mógł się skupić na rozmowie z nami, gdyż co i rusz nurkował pod fotel, by pogłaskać Kavkę. Zanim wyszliśmy Kavka ułożyła się na wersalce i polizała głaszczącego ją pana po ręce. Na kota czekało jedzenie, kuweta, koc i stołeczek tuż obok ciepłego pieca.

Mam nadzieję, że oddaliśmy Kavkę w dobre ręce.

P.S. Ostatnią noc Kavka spędziła śpiąc niedaleko Nusi. To była jedyna taka noc:

10 listopada 2009

Wieści

Wyjeżdżałam na weekend. Sama bez Kotków, co wybaczyły mi o tyle chętniej, że zostawał z nimi Z. i że nie były zmuszone do podróżowania autem, które ostatnio wyjątkowo im nie służyło. Przywitały mnie radośnie i całą noc z niedzieli na poniedziałek ktoś na mnie spał.


Nusia ma zapalenie spojówek. Oczko czerwone, leci brzydka wydzielina. Przemywamy solą fizjologiczną i zakraplamy Gentamicin-vet 0,3%. Na razie 3-4 razy dziennie, po zmniejszeniu objawów można obniżyć dawkę. Leczenie ma trwać do 12 dni.

Wczoraj odbyła się uczta - podroby z jajkiem, tauryną, siemieniem i skorupkami jajka. Ale ciamkały;)

Ko-córki przywykły do tego, że mój budzik dzwoni o 6:06. Gdy nastawiam go na późniejszą godzinę przychodzą zaglądają mi w twarz jakby sprawdzając co się stało, ze jeszcze nie dzwoni i czemu ja wciąż śpię. Ciekawe co zrobią jutro, czyli w dzień kiedy budzika włączać nie należy;)))

6 listopada 2009

Drapak

W związku z przemiłą inicjatywą mojej zwierzchniczki, a inicjatywą objawiającą się dodatkowymi i niespodziewanymi pieniędzmi na koncie, jak każdy zafiksowany kociarz pomyślałam, że należy zakupić coś Ko-córkom.

Wybór padł na drapak w tym sklepie. Poczekaliśmy na uzupełnienie magazynów, zamówiliśmy i dziś u wrót naszych stanął kurier z paczką. 

Gdy wróciłam do domu i zastałam Z. składającego drapak i Nusię w pudle drgnęła we mnie obawa, czy draaak był dobrym pomysłem. Obawa by nie drgnęła, gdyby nie Simon i jego kot:



Na szczęście Kociaste wykazały się dużym zainteresowaniem. Teraz na przykład Gusia robi na budce kokoszkę, taką dość zasypiającą;)

Jak to wyglądało zobaczycie tu:

5 listopada 2009

Kociątko

W piątek zadzwonił mój telefon. - "Wyłowiłam z uczniami kotka z rzeczki. Co mam zrobić?" Wracając z pracy weszłam do szkoły z wyłowionym Kociątkiem. Siedziało w pudle stojącym koło kaloryfera owinięte w różne ciepłe szmatki. Teraz to ja zadzwoniłam... i Kociątko trafiło do nas.



Umyte raz jeszcze, opatulone w ciepły, gruby szal przespało kilka godzin. Później powędrowało do miski, no i rzecz jasna wielokrotnie noszone było do kuwetki. Założyliśmy, że to dziewczynka;) i wierząc, że wkrótce znajdzie dom nie nadaliśmy jej imienia. Zresztą takiemu słodziakowi żadne imię nie jest potrzebne; i bez niego chwyta za serce:)



Kociątka okazała się być nader żarłocznym stworkiem. Barfowała na równi ze swoimi starszymi koleżankami. Wdrapywała się na wersalkę, po obudzeniu grzecznie biegła do kuwetki i co chyba jest jej cechą podstawową - oddawała się rozmyślaniom. Leżała na pleckach i wpatrywała się w przestrzeń dookoła z nieco filozoficzą zadumą. Spała oczywiście z nami.



Wczoraj dostaliśmy wiadomość, że jest dom, który chce przygarnąć Kociątkę. I po tej wieści Sisi przyszła, położyła się koło Czarnuszki, i tak łapka w łapkę leżały na mnie podczas popołudniowej lektury. W nocy też podzieliły się kołdrą. A dziś - już na pożegnanie Sisuleńka wylizała Kociątkę.



W jej nowym domu jest podobny wiekiem piesek, są konie. Kociątka będzie kotem domowo-podwórkowo-stajennym. Życzymy jej ludzkim współmieszkańcom radości i Kociątce - dobrego życia.

* * *

Z ostatniej chwili:

Kociątko ma na imię Rambo i nie jest kociątkiem podwórkowym, a jedynie domowym. Śpi w łóżku z dziewczynkami, u których zamieszkało:)))

1 listopada 2009

Zapiski

Okazało się, że nie tylko Sisi lubi czarną torbę. Być może w lubieniu torby przez Nusię wydatny udział miało to, że w torbie były jakieś papiery przepasane gumką recpturką, która jak żadna inna doskonale strzela, gdy kotek zaczepi o nią pazurkiem. Dobrze, że torba jest naprawdę duża;)



W domu bywa ziemno zanim kaloryfery zrobią się właściwie ciepłe. Koty ów zimy czas próbują przesypiać lub - uwaga, uwaga - zaczynają biegać ganiając się i krzycząc groźnie na siebie ( z tego etapu zdjęć nie będzie).




Ptaszor są nadal dokarmiane i wciąż sprawiają Ko-córkom wiele radości i dostarczają bodźców pobudzających dzikie ja w naszych Kociastych. Najśmieszniejsze jest to, że siadają rządkiem i czkają aż się naje jeden ptaszor, a gdy to nastąpi kolejka posuwa się do przodu. Oprócz sikorek widujemy wróble i ptaszona z kremowym brzuszkiem, którego nie umiemy rozpoznać (czatuję na niego z aparatem).

Z telefonicznych doniesień wynika, że Helenka przygotowuje się do spotkania z Ko-córkami - ma już gotowe miary krawieckie i prosi, żebyśmy przywieźli tunel;)
P.S. Wczorajszy barf: wołowina mielona, dwa żółtka, zmielone siemię lniane, marchew, seler, jabłko.

28 października 2009

BARF-ujemy

Od pewnego czasu podczytujemy wątki na temat BAFR (Biologically Appropriate Raw Food), czyli biologicznie odpowiednie surowe pożywienie. Popytałam mądrzejszych, wczytaliśmy się dokładnie w różniaste atrykuły, przemyśleliśmy sprawę i dziś odbyliśmy próbę generalną.

Z. zakupił serca drobiowe, mieloną wołowinę, wątróbki i zamelinował się z tym w kuchni, by przygotować Kociastym posiłek. Do mięsa dodał żółtko, pokruszone/ zmiażdżone skorupki jajek, gerberka warzywnego (jutro zrobię zakupy i przygotuje warzywną papkę). Podczas przygotować Nusia wyglądała tak:

Gusia była mniej śmiała, ale też nie opuszczała kuchni. Jedynie Sisuleńka przyglądała się tym dziwacznym wyczynom Z. z bezpiecznego miejsca w przedpokoju (leżała na mojej czarnej - swojej ulubionej - torbie).

Jedzenie zajęło Kociastym około 20 minut. Miski zostały wylizane tak, że trudno uwierzyć, by ktoś kiedykolwiek wkładał do nich jedzenie.

Sisi nie życzyła sobie mieć zdjęcia przy misce.

Gdyby ktoś miał chęć przeczytać to, co i my czytaliśmy odsyłam: na Miau i na Chatul. Gorąco namawiam:)

27 października 2009

Polowanie, karton i czarna torba

Gusia polująca na sikorki (doczytałam - to bogatki) wygląda rozczulająco komicznie:) Ale dzielnie jej kibicujemy:)


Nusia ledwie doczekała chwili, w której złożyłam pudełko. I gdy tylko nadawało się, by w nim zalec - zaległa:) Proszę zwrócić uwagę na stojące nieododal niemal opustoszałe pudełko z kasztanami. Było pełne. Te kasztany są teraz poukrywane w kocich skrytkach;)



A póżniej schowała się pod koc w pozycji na strzałkę;)


Czarna torba lato spędziła w szafie. Wczoraj doszła do wniosku, ze pora ja wyciągnąć, a Sisuleńka - która jest wielką fanką czarnej torby - natychmiast przyznała mi rację:)


24 października 2009

Jesiennie

Sisuleńka w poszukiwaniu źródeł ciepła zawędrowała na odbiornik tv. Daleko mu co prawda do tego, który może wykorzystywać (i który ochoczo wykorzystuje) Ko-córka u Pani Magdy, ale jak sie nie ma co sie lubi, to się lubi co się ma. A przy okazji prezentuje się barwy jesienne:)



Nusia od kilku dni okupuje kocyk. Śpi w nim, pod nim, na nim; zdarzyło się nam nawet okupować go razem - Nusia leżała na moim brzuchu i obydwie spałyśmy mocno przykryte. Wczoraj Nusia spała pod kocem, gdy na kocu postanowiła pospać Gusia. Ułożyła się częściowo na Nusi, częściowo obok i spały przytulone ponad dwie godziny.


Nusia przypomniała sobie wczoraj o istnieniu kasztanków. Tym, co jej o tym przypomniało była zabawa jaką z kasztankiem uprawiała Sisuleńka. Gdy Nusia wykazała żywiołowe zainteresowanie Sisi z urazą odeszła pozostawiające Małemu Misiowi wybór.


Ptaszory, najczęściej w postaci wspomnianych sikorek - choć dziś widziałam wróbla, wyjadły już prawie połowę tzw. szyszki dla ptaszorów. W tamtym roku nie cieszyliśmy się aż takim powodzeniem i bardzo nas cieszy, gdy wciąż jakieś skrzydlate zaglądają nam w okna.