21 kwietnia 2012

Przywitanie i koty

Nie było tak, abym była witana radośnie od progu. W końcu nie było mnie AŻ dwie doby. Koty leniwie otworzyły oczy, po chwili je zamknęły, by zdecydowanie dać mi do zrozumienia, że tego typu postępowania nie pochwalają. Nie można bezkarnie wyjeżdżać bez kotów. I pojawiać się znienacka bez niczego dobrego w dłoni.

Do nocy im przeszło. Gdy kładłam się spać ułożyła się na mnie Gusia, później dołączyła Nusia, a i Sisuleńka zbłądziła jakoś nad ranem. Duszka zasiadła rano na wprost mojej twarzy czekając na głaski. Dziś już jest mi wybaczone i koty oczekują interakcji w czasie wieczornych galopad.

Zamarzyło się nam dziś zjeść fasolkę szparagową. Okazało się, że nie tylko nam chce się zielonego. Sisi, Gusia i Nusia spałaszowały ze smakiem podsunięte fasole. Ucieszyłam się, że owies rośnie; mam nadzieję, że zagustują i w nim. 

Robiłam dziś porządki w książkach. Robię, bo przestaje mi się podobać nieporządek na półkach, a gdy kończę ustawiać książki na nowo, muszę się szybko uczyć ich ustawienia, bo nie lubię nie wiedzieć gdzie co mam. Oczywiście koty asystowały, a nader chętnie układały się do snu pomiędzy zdjętymi z półek książkami. Zdjęć aktualnych nie mam, ale znalazłam jedno, z dzieciństwa Sisi, które lubię.

17 kwietnia 2012

Garść wieści

Gusię zobaczyłam dziś dopiero popołudniu, po powrocie do domu. Rano spała, nie wyściubiła nosa z koszyczka. Inaczej było w przypadku pozostałych koteczek; gdy obudzona przez Sisi weszłam do kuchni zastałam trzy kocice zasiadające wdzięcznie przy miskach. Zauważyliście kiedyś, że koty zawsze zajmują "swoje" miejsce? Nie zbłądzą, nie pomylą się, a jedyna - chwilowa - zmiana miejsca podczas posiłku przypada zaledwie wówczas, gdy trzeba zajrzeć siostrzyczce do miski w obawie, że ona ma coś lepszego.

Duszka została przebadana na wszystkie strony. Wyniki, z pominięciem tych w najprostszy sposób wskazujących na cukrzycę kocórki, wskazują, że Duszeńka cieszy się dobrą kondycją. Cieszy nas to bardzo. 

Nusia ostatnio nie przychodzi spać z nami. Trochę się czuję zawiedziona, ale z drugiej strony... Na fotelu leży ulubiony koci koc, ten wełniany, na tle którego tak ładnie komponują się Sisi i Nusia. No i Nusia noce spędza na fotelu, a mnie jakoś tak za lekko gdy zasypiam.

W minioną sobotę odbyło się spotkanie wolontariuszy współpracujących ze schroniskiem. Trwa pisanie statutu, czynności prawne, bo powstaje nowa fundacja o nazwie "Przystanek schronisko". Fundacja zrzeszać będzie wolontariuszy psich i kocich. Jeśli ktoś chciałby dołączyć - zapraszamy:-)

Najbliższe dni spędzę poza domem. Na weekend będę w domu i będzie to dobry czas na kocio-ludzkie przytulańce.

12 kwietnia 2012

Po świętach...

Po świętach trzeba było, ku zdumieniu kociemu, wstawać na budzik. Gusia nadal jest zdziwiona moją nieobecnością i korzysta, gdy tyko usiądę, z tego, by zalec na moich kolanach. 

W przedświąteczny piątek odwiedziliśmy z Duszką Pana Doktora. Zaniepokoiło nas to, że Kocince zdarza się zwracać pokarm. Doktor obejrzał kotka, wygłaskał, dał preparat do nawilżania kociej skóry (bo przesuszona skóra objawia się łupieżem) i zaprosił na po-świętach na badanie krwi. Zważona Duszka liczy sobie 3,9 kg, co stanowi wzrost i co cieszy:-) Ponowna wizyta to badanie krwi. Morfologia, zdaniem Pana Doktora, jest wzorcowa i teraz tylko czekać musimy na dodatkowe wyniki badań. Koteczka była grzeczna, choć nie podobało się jej pobieranie krwi. Jutro powinniśmy mieć bliższe informacje. A już za chwilę powinniśmy pojechać do Doktora z Nusią; trzeba znów zintensyfikować działania leczniczne oczu.

Sisi zmieniła godzinę, z której rano domaga się jedzenia. Z szóstej przestawiła się na piątą:-)

Cieszy mnie, że już jutro zaczniemy weekendowe bycie ze sobą. 

P.S. 1.
W sobotę jest spotkanie wolontariuszy z katowickiego schroniska (jeśli ktoś chce dołączyć, to dobra okazja).
P.S. 2.
Tu przeczytacie, które karmy nie są testowane na zwierzętach.
P.S. 3.
Misiu


7 kwietnia 2012

Od dwóch dni pławimy się w szczęściu bycia razem. Pławić zamierzamy się przez kolejne dni. Na Święta Wielkiej Nocy życzymy Wam spokoju, zdrowia, dobrej atmosfery.

2 kwietnia 2012

Ogony


Miniony tydzień był dla mnie tygodniem mocno pozadomowym. Nusia już na początku tygodnia nie była zadowolona z mojego wyjazdu; ułożyła się na torbie i okazywała całą sobą, iż protestuje. Niestety - torba podróżna została spod koteczki wyciągnięta, a ja zniknęłam na długie kilkadziesiąt godzin. Po powrocie z wyprawy nie było lepiej; wracałam do domu tylko na noc i to raczej później niż wcześniej. Gdy tylko zdejmowałam płaszcz i myłam ręce koty oczekiwały, że usiądę, by poukładać się na moich kolanach, obwąchać mnie dokładnie, polizać siedząc na oparciu fotela i poprzytulać się okazując, że nie jest dobrze jak mnie nie ma i nie ma... Oczywiście łóżko zapełniało się Kocórkami chwilkę po tym, jak i ja się w nim znalazłam.


Rozbawiła mnie dziś scenka widoczna na zdjęciu. Nie, nie mamy żadnego tymczasa - ten mały kotek po prawej, z chudym ogonkiem, to Duszka:-)

29 marca 2012

26 marca 2012

Gość

Przyjechał do nas wczoraj Tata, zwany Panem L. Przywiózł różne różności, które Nusia natychmiast musiała obejrzeć i obwąchać:


W jednej z toreb były tez wyjątkowe prezenty dla kotów - materacyki wypełnione orkiszowymi plewami. Szeleszczą przecudnie, są - jak sądzić można po śpiących na nich całym dniem kotach - bardzo wygodne, a na dodatek - dwa z nich zdobią myszki.

Nusia jeszcze nie zdecydowała, czy woli materac z myszką, czy z kwiatkami. Przenosi się z jednego do drugiego z wyraźnym upodobaniem. Może nawet z wdzięczności za materacyki polizałaby Panią M., czyli Mamę, w nos?

25 marca 2012

23 marca 2012

Radosny ranek

Nie cierpię zostawiać łóżka z nieułożoną pościelą. Wstaję po obudzeniu i od razu mam odruch poprawienia poduszek, strzepania kołdry, przykrycia pościeli kocem/kapą. Rzadko jednak udaje mi się zrobić tak jak nakazuje odruch. Czemu? 



Sisi wstaje między 5 a 6. Budzi nas domagając się jedzenia. Wraz z nią w kuchni pojawia się Duszka i najczęściej Nusia. Dziś jednak przy miskach były tylko dwie najstarsze kotki. Duszka po jedzeniu wróciła do koszyka, a Sisi zaczęła aktywny dzień. Kwiczała radośnie oznajmiając ochotę do zabawy, atakowała to wiklinowy kosz, to wydłubaną nie wiadomo skąd bezpieczną kopertę, która uroczo szeleściła w kocich łapkach, to stojące na parapecie drewniane figurki kotów. Gdy Nusia zainteresowała się zabawą i postanowiła do niej dołączyć - ucichło. Zasnęłam, by za chwilę zostać obudzoną przez upominającą się o śniadanie Nuśkę. Wstałam, nakarmiłam, wróciłam do łóżka. Wyrwana ze snu o pół do siódmej namówiłam Z., żeby to on nakarmił zwierzyniec. Po chwili poczułam układające się na mnie po kolei koty, które postanowiły zostać w łóżku nie bacząc na moje jego opuszczanie.

Spały do dziesiątej, bestie jedne!

P.S. W tym tygodniu miałam niewiele czasu na obserwację kocich zachowań. W przyszłym tygodniu będę go miała jeszcze mniej.

17 marca 2012

Prośba

Mili czytelnicy Kocio-kwika! 

Zdecydowałam się przystąpić do programu partnerskiego sklepu Zooplus. W związku z tym - mam prośbę. Korzystacie z tego sklepu? Jeśli tak - czy moglibyście wchodzić na stronę Zooplusa przez link zamieszczony w prawej szpalcie Kocio-kwika? Wam, mam nadzieję, nie sprawi to kłopotu, a nam zapewni parę groszy na rozmaite kocie potrzeby.

Będę wdzięczna :-)

P.S. Nusia, tu dwumiesięczna, pewnie też :-D
P.S.2. Program partnerski polega na tym, że wynagradza się nas za zrobione przez Was zakupy w zooplusie - jeśli do zooplusa weszliście  za pośrednictwem linku zamieszczonego na blogu.

10 marca 2012

Rok minął nie wiedzieć kiedy...


8 marca 2011 roku przywieźliśmy do domu Duszkę. Wówczas miała jeszcze na imię Rodos i tak do końca nikt nie miał pewności, czy jest chłopcem, czy dziewczynką. Owa niepewność nie była wynikiem braku znajomości fizyczności kociej, a tego, że kot trafiwszy do schroniska po śmierci swojej pani, zdziczał. Zanim włożono ją do transporterka podjęto kilka prób najmniej bolesnego i spokojnego wyjmowania jej w klatki. Warczała, gryzła, drapała i robiła wszystko to, co robi kot przerażony.

Zamieszkała za szafkami w kuchni. Kiedy wypłoszyliśmy ją z tamtego, mało sprzyjającego obserwacji miejsca, wcisnęła się za pralkę. Odsunęliśmy pralkę i w lukę wstawiliśmy transporter. Po kilku dniach kotka złagodniała, zaczęła się przymilać i jasne się stało, że dopadła ją ruja. 

Duszka najbezpieczniej czuła się w łazience. Zza pralki wyprowadziła się na kosz z praniem i o ile początkowo towarzyszyliśmy jej oswajając ją z naszą obecnością, tak później, gdy już otworzyliśmy drzwi, sama regulowała proces oswajania. I sama decydowała komu pozwoli się pogłaskać, a na kogo będzie syczała.

Latem okazało się, że Duszka ma cukrzycę. Zaczęło się codzienne badanie krwi, dopasowywanie dawki insuliny, dobieranie diety do stanu zdrowia i potrzeb kocicy. Unormowaliśmy chorobę na tyle, że Duszka przybrała nieco na wadze.

Wydaje się, że jest najcichsza z naszego zwierzyńca. Nie gaduli, nie drapie, nie domaga się głośno uwagi. Gdy czegoś chce, to siada na wprost nas i wpatruje się znacząco. Rano budzi mnie delikatnym dotykiem łapki lub ciamkaniem za moimi plecami. Brana na ręce lekko sztywnieje i czeka na to, co będzie się działo. Jeśli zaczyna się głaskanie Duszka nadstawia brodę, jeśli obcinanie pazurków, czy inne męki higieniczne - koteczka skarży się bezgłośnie. Niewątpliwie jest najstarsza. I może dlatego, od pewnego czasu, uważa za właściwe bycie rozjemcą sporów kocich. Gdy tylko pozostałe kotki zaczynają się ganiać wrzeszcząc, Duszka biegnie za nimi, gniewnie macha ogonem i patrzy na nie groźnie. O dziwo - rozchodzą się.

Duszka miała być kotem tymczasowym. Teraz, gdy ma cukrzycę, zostanie u nas. Nie wydaje się nam, by ktokolwiek umiał się nią zająć tak dobrze, jak my; znacie to uczucie?

Duszka to cichutki kot o silnej osobowości. Cieszę się, że jest z nami, że po traumie, jaką przeszła rozstając się ze swoją panią, trafiła do nas wzbogacając naszą rodzinę.

P.S. Zdjęcie można powiększyć.

6 marca 2012

Droga za TM wiedzie przez jezdnię...

Czasami tak jest... Było tak też wczoraj. Spacerowaliśmy, a na jezdni leżał duży, piękny, szaro-biały kot w drgawkach. Z. przeniósł go z jezdni na chodnik i kiedy dzwoniłam, by zapytać bardziej doświadczonych, co zrobić z kotem potrąconym przez samochód, kot umarł.

Umarł bez swojego człowieka. Umarł, bo jego człowiek uznał, że dobrze jest, by kot miał "wolność". Wczoraj ten piękny kot nie wrócił do czyjegoś domu. I pewnie innym kotom się to zdarzyło. I wciąż się zdarza... 

Często nadużywany cytat z Małego Księcia w tym przypadku nie wydaje się być nadużyciem:
Pozostajesz na zawsze odpowiedzialny za to, co oswoiłeś.
Odpowiedzialny także za to, że Twój kot odszedł za Tęczowy Most bez Ciebie. Po zderzeniu z autem na jezdni.