12 września 2008

Kocie Panny Zuzanny



Sepiowo






Wczoraj Kociaste dostały nową kuwetę. Większą, w jadowicie zielonym kolorze i co najważniejsze – nową:) Zaraz po wypełnieniu jej żwirkiem odwiedziły ją wszystkie trzy. Zaakceptowały bez kłopotów. Trzymając się tematycznie łazienki pragnę stwierdzić, iż Mały Misu zwany Nusią odkrył przyjemność jaka płynie z rozwijania papieru toaletowego z rolki. 

Od kilku dni za naszymi oknami, od rana pojawiają się panowie robotnicy. Ko-córki zasiadają wówczas na parapecie i oglądają transmisje z noszenia desek, rozrabiania jakiejś mazi i ogólnie pracy. Fascynujące, prawda?

Sisi nabiera coraz to bardziej zdecydowanego charakteru. Na Nusię prycha gdy ta się pojawi zbyt blisko, ale później radośnie bawi się z nią w berka. Czyli zabawa jest ok, ale spoufalanie się w innych kontekstach już nie.

Gusia, jako królewna, jada powoli. Równie powoli kosztuje witaminkę, patyczka czy inne cudo. Muszę trzymać Nusię w powietrzu, bo ona zjada swoje szybciutko i biegnie ukraść Gusi (już wyczaiła, że Guziolek się delektuje).

Im jest chłodniej – a dziś jest – tym więcej kotki śpią. Czas ich rozespania niecnie wykorzystuję na skracanie kocich pazurków. Nusia wspina się po mnie jak po drzewie i poranne miotanie się po domu wykonuję z kotem na ramieniu. Gusia natomiast pazurków używa traktując nasze kartony z papierami jako drapaka. A i tak najważniejszym powodem, dla którego sięgamy po cążki jest to, by podczas zapasów/zabawy kotki nie zrobiły sobie wzajemnie krzywdy.

P.S. Dostaliśmy paczkę dla Maleńtasa. Firmie właściwej dziękujemy bardzo:)

9 września 2008

Koty PannaKotty






Mamy dziś gości. Wirtualnych, ale to nie zmienia faktu, że miłych. Prawda?

Upływa życie









Najlepiej, rzecz jasna jest, jak się jest Kotem, któremu zimno, położyć się na komputerze. Bo komputer grzeje. Gdyby jeszcze włączona była lampka i dogrzewała od góry... Ale i tak jest nieźle.
Czasami trzeba poudawać, że bacznie obserwuje się świat. No i przymknać ślepka. Ale tylko na troszkę...
Gusia w roli baletnicy wykonującej taniec z wodą rozbawia mnie za każdym razem.
Maleńtas - już nie taki malutki, bo wypada z koszyczka.
Gusia dzielnie zawinięta w obwarzanek z pudełeczka nie wypada.
Sisi zdegustowała się nieco tym, że odnalazłam ją śpiącą w szafce.
Maleńtas nie zawsze wypada z koszyka, ale figury przyjmuje iście cyrkowe.

I tak nam czas upływa na polowaniu z aparatem na koty, a kotom na spaniu, gonitwach i migdaleniu się do siebie i do nas.

6 września 2008

Franciszek J. Klimek. Mruczę, więc jestem. Wiersze ulubione.

Wiersze Franciszka J. Klimka wielbię od czasu, gdy się z nimi zetknęłam. Autor zaczarował mnie swoją doskonałą znajomością kociego charakteru, związków kocio-ludzkich i zwyczajów mruczących Stworzeń.
Poeta wyzwala we mnie nowe spojrzenie na moje kocie towarzyszki. Bo choć mam do nich wiele szacunku, to czasami wydają mi się być niesfornymi dziećmi. A przecież, co powtarza Klimek, „koty są na szczęście niepodobne do ludzi”.

W wierszach Franciszka J. Klimka znajdziemy dużo miłości, czułości i zrozumienia. Pisząca przedmowę Maryla Weiss proponuje czytelnikom, aby poprzez wiersze poety namawiali ludzi niechętnych kotom do ich pokochania i to doskonały pomysł. „Wiersze ulubione” to oręż przeciw stereotypom funkcjonującym w społeczeństwie, a że owe stereotypy szaleją w ludzkiej wyobraźni czyniąc kotom krzywdę tym usilniej przyłączam się do postulatu Maryli Weiss.
Poeta opowiada nam o codzienności z kotem, o potrzebie poświęcana mu czasu, o dzieleniu łóżka i ciepłego fotela. Snuje liryczną bajkę o niebiańskich kotach zastanawiając się, czy nasi mruczący współmieszkańcy to tylko koty. Z przymrużeniem oka i szerokim uśmiechem opisuje kocięta, które przebojowością zdobywają świat i serca bliskich.

Namawiam tych, którzy koty kochają i tych, którzy jeszcze nie, do sięgnięcia po poezję Klimka. Po jego wierszach świat wydaje się lepszy. I wszędzie słychać mruczenie…

Franuś







Franuś jest kotkiem Pani Bożeny. Prawda, że piękny z niego Kot:)

Królewna Sisi

Około 5 toczyła walki. W wannie, więc hałaśliwie było trochę. Godzinę później postanowiła pozbyć się kłaczków zalegających w żołądku. Jeszcze później, nieco zaspana i lżejsza, wdrapała się na mnie, zaburczała, nadstawiła łepetynkę miłośnie i ucałowała mnie szczodrze. Starałam się nie myśleć o tym, co wydarzyło się wcześniej. Rano spała obok mnie, bliziutko.

Pałeczki wyciągnęte z lodówki przykuły uwagę Sisuleńki. Nie rzuciła się, ale dostojnie podeszła, podniosła ślepka i czekała. Potem, gdy patyczek się skończył, odeszła zajęta swoimi sprawami. 

W ciągu dnia zawsze znajdzie chwilę lub dwie, by się do mnie i do Z. przytulić. Przychodzi powoli i czeka na nasz ruch. Trzeba się pochylić i okazać zainteresowanie.

Była pierwsza i, choć wielkim uczuciem darzymy Nusię i Gusię, zajmuje bardzo dużo miejsca w naszych sercach.

5 września 2008

Hydrokot

Gdy tylko pochylam się nad wanną, pojawia się Nusia. Wskakuje do wanny i za nic ma lejącą się w kranu wodę. Siedząc tuż, tuż obok strumienia wody pobserwuje moje namydlane włosy, próbuje łapać mnie za rękę i co chwila, z roztargnieniem, otrzepuje łapki.

Gdy nachylam się, by zrobić pranie, sadowi się wygodnie na moich plecach. Wbija we mnie pazurki (odrośnięte jakimś cudem, bo dwa dni temu miała obcięte) i zagląda z mojego ramienia na miskę. Protestuje, gdy prostuję się, a ona musi zejść.

Branie prysznica również nie zwalnia z obecności Nusi. Siedzi znów obok strumienia wody, zadziera łepetynkę w górę i dziwi się, że woda przestała lecieć, a ja trę się czymś śmiesznie szeleszczącym.

4 września 2008

Guziolek kontra witaminki

Gusia wskoczyła na stolik w kuchni. Ze stolika na lodówkę miała tylko jeden większy sus, więc po chwili go wykonała. Gdy już zasiadła wygodnie na lodówce dojrzała dziwne coś zwisające z sufitu (wcześniej nie wisiało). Próbowała sięgnąć, stanęła nawet słupka, ale było za daleko i kolejne próby groziły upadkiem. A Gusia stateczna jest i nie naraża się na niepotrzebne ryzyko.

Nagle uderzył ją w nos jakiś interesujący zapach. Odwróciła się w jego stronę, pociągnęła nosem i poczuła, że tuż obok niej, w jakims paskudnym foliowym, leżą ukochane witaminki. Sięgnęła łapką, przysunęła bliżej woreczek, po czym złapała go w zęby i stojąc na krawędzi lodówki wysunęła łepetynkę z woreczkiem odwróconym do góry nogami (wiem, woreczki nie mają nóg - to skrót myślowy) poza lodówkę i wysypała witaminki. (Na szczęście) były tylko trzy. Odłożyła woreczek, zeskoczyła na stół, a z niego na podłogę i już miała zabierać się do podjadania... Niestety, przyszedł Z., pozbierał witaminki, schował je do lodówki i cała zmyślność Gusi poszła na marne.

3 września 2008

Spaaanie




Dziś odbywa się wielkie spanie. Zdecydowanie większe niż w inne dni. Nusia okazała się żywiołowa tylko chwilę po tym jak podlałam kwiatka - chciała koniecznie złapać wodę wsiąkającą w ziemię (po trzech myciach parapetu odpuściła). Gusia znów łapała zajączka i robiła to tak zaciekle, że aż musiałam zdjąć zegarek - żeby nie przysparzać jej zgryzot. Sisuleńka obwąchała arbuza, pomolestowała nas o otwarcie szaf i zdecydowała, że lepiej jest się zwinąć w kłębek i zasnąć.

Szaleństwo w oczach mają wszystkie trzy, gdy zaczynam szeleścić woreczkiem z witaminkami. Wasze też lubią?

2 września 2008

Fotorelacja z czasów milczenia












Miejsca nie ma zbyt wiele. Ale jest wyściełany parapet, dwie szafki wyłożone to koszykami i poduszką, to śpiworem, poduszkami i ozdobione czerwonym pudełkiem, na punkcie którego Gusia ma fioła. Maleńtas ma, jak już pisałam, fioła na punkcie koca - dziś nawet planuję wyjąć go z okowów pościeli, by Nusia miała pełnię szczęścia (choć i tak śpi mi na nogach, a ja całą noc muszę uważać, żeby jej nie zrzucić). Sisi odkryła, że skoro na szafce stojącej koło segmentu, stoi koszyk, to gdy się potraktuję koszyk jako trampolinę, można wylądować na szafie. Zaledwie 115 cm, co to dla kota;) Nie została jeszcze opracowana droga powrotna - do zdejmowania Sisulki z szafy służą ludzie. Gusia oczywiście pała wielką miłością do wanny. A Nusia - posiadaczka długich pazurków - nabrała zwyczaju wskakiwania znienacka na jakąkolwiek jej pasującą część mnie, wspinania się aż do ramienia i spoglądania stamtąd na świat. Przy okazji bywam iskana lub niektóre kotki zmywają mi peelingującym języczkiem makijaż.

* * *

Cieszę się, że Mustalhelmi zaprezentowała blogerom swoje Zwierzaki. I, że rodziny Moska & Kosmatka, Dusławy, Pumka  powiększyły się o nowe Kociaki. Trzymam kciuki, aby Jasmina została zaakceptowana przez Sissi.

Mamy łączność ze światem!!!

Ko-córki już przyzwyczajone do nowego miejsca, mają swoje ulubione zakątki. A to zdjęcie z czasów, gdy jeszcze stało nieco kartonów;)

Pozdrawiamy i obiecujemy częste relacje:)))