













Około 5 toczyła walki. W wannie, więc hałaśliwie było trochę. Godzinę później postanowiła pozbyć się kłaczków zalegających w żołądku. Jeszcze później, nieco zaspana i lżejsza, wdrapała się na mnie, zaburczała, nadstawiła łepetynkę miłośnie i ucałowała mnie szczodrze. Starałam się nie myśleć o tym, co wydarzyło się wcześniej. Rano spała obok mnie, bliziutko.
Pałeczki wyciągnęte z lodówki przykuły uwagę Sisuleńki. Nie rzuciła się, ale dostojnie podeszła, podniosła ślepka i czekała. Potem, gdy patyczek się skończył, odeszła zajęta swoimi sprawami.
W ciągu dnia zawsze znajdzie chwilę lub dwie, by się do mnie i do Z. przytulić. Przychodzi powoli i czeka na nasz ruch. Trzeba się pochylić i okazać zainteresowanie.
Była pierwsza i, choć wielkim uczuciem darzymy Nusię i Gusię, zajmuje bardzo dużo miejsca w naszych sercach.
Gdy tylko pochylam się nad wanną, pojawia się Nusia. Wskakuje do wanny i za nic ma lejącą się w kranu wodę. Siedząc tuż, tuż obok strumienia wody pobserwuje moje namydlane włosy, próbuje łapać mnie za rękę i co chwila, z roztargnieniem, otrzepuje łapki.
Gdy nachylam się, by zrobić pranie, sadowi się wygodnie na moich plecach. Wbija we mnie pazurki (odrośnięte jakimś cudem, bo dwa dni temu miała obcięte) i zagląda z mojego ramienia na miskę. Protestuje, gdy prostuję się, a ona musi zejść.
Branie prysznica również nie zwalnia z obecności Nusi. Siedzi znów obok strumienia wody, zadziera łepetynkę w górę i dziwi się, że woda przestała lecieć, a ja trę się czymś śmiesznie szeleszczącym.
Gusia wskoczyła na stolik w kuchni. Ze stolika na lodówkę miała tylko jeden większy sus, więc po chwili go wykonała. Gdy już zasiadła wygodnie na lodówce dojrzała dziwne coś zwisające z sufitu (wcześniej nie wisiało). Próbowała sięgnąć, stanęła nawet słupka, ale było za daleko i kolejne próby groziły upadkiem. A Gusia stateczna jest i nie naraża się na niepotrzebne ryzyko.
Nagle uderzył ją w nos jakiś interesujący zapach. Odwróciła się w jego stronę, pociągnęła nosem i poczuła, że tuż obok niej, w jakims paskudnym foliowym, leżą ukochane witaminki. Sięgnęła łapką, przysunęła bliżej woreczek, po czym złapała go w zęby i stojąc na krawędzi lodówki wysunęła łepetynkę z woreczkiem odwróconym do góry nogami (wiem, woreczki nie mają nóg - to skrót myślowy) poza lodówkę i wysypała witaminki. (Na szczęście) były tylko trzy. Odłożyła woreczek, zeskoczyła na stół, a z niego na podłogę i już miała zabierać się do podjadania... Niestety, przyszedł Z., pozbierał witaminki, schował je do lodówki i cała zmyślność Gusi poszła na marne.



Dziś odbywa się wielkie spanie. Zdecydowanie większe niż w inne dni. Nusia okazała się żywiołowa tylko chwilę po tym jak podlałam kwiatka - chciała koniecznie złapać wodę wsiąkającą w ziemię (po trzech myciach parapetu odpuściła). Gusia znów łapała zajączka i robiła to tak zaciekle, że aż musiałam zdjąć zegarek - żeby nie przysparzać jej zgryzot. Sisuleńka obwąchała arbuza, pomolestowała nas o otwarcie szaf i zdecydowała, że lepiej jest się zwinąć w kłębek i zasnąć.
Szaleństwo w oczach mają wszystkie trzy, gdy zaczynam szeleścić woreczkiem z witaminkami. Wasze też lubią?









Miejsca nie ma zbyt wiele. Ale jest wyściełany parapet, dwie szafki wyłożone to koszykami i poduszką, to śpiworem, poduszkami i ozdobione czerwonym pudełkiem, na punkcie którego Gusia ma fioła. Maleńtas ma, jak już pisałam, fioła na punkcie koca - dziś nawet planuję wyjąć go z okowów pościeli, by Nusia miała pełnię szczęścia (choć i tak śpi mi na nogach, a ja całą noc muszę uważać, żeby jej nie zrzucić). Sisi odkryła, że skoro na szafce stojącej koło segmentu, stoi koszyk, to gdy się potraktuję koszyk jako trampolinę, można wylądować na szafie. Zaledwie 115 cm, co to dla kota;) Nie została jeszcze opracowana droga powrotna - do zdejmowania Sisulki z szafy służą ludzie. Gusia oczywiście pała wielką miłością do wanny. A Nusia - posiadaczka długich pazurków - nabrała zwyczaju wskakiwania znienacka na jakąkolwiek jej pasującą część mnie, wspinania się aż do ramienia i spoglądania stamtąd na świat. Przy okazji bywam iskana lub niektóre kotki zmywają mi peelingującym języczkiem makijaż.
* * *
Cieszę się, że Mustalhelmi zaprezentowała blogerom swoje Zwierzaki. I, że rodziny Moska & Kosmatka, Dusławy, Pumka powiększyły się o nowe Kociaki. Trzymam kciuki, aby Jasmina została zaakceptowana przez Sissi.