3 czerwca 2013

Szczęśliwy (bo wspólny) czas

Długi weekend sprzyjał obserwowaniu kociokwików, cieszeniu się nimi i odkrywaniu nowych dokonań futrzastych przyjaciół.

Zrobiło się chłodniej, więc kociaste niemalże jak jeden mąż (bo bez Wojtusia) przywędrowały do naszego łóżka. Sisi i Gusia w tym pędzie do znalezienia sobie optymalnego miejsca potrafiły się ułożyć także na poduszkach. Zdjęć nie mamy - próbowaliśmy spać mimo maźnięć ogonów.

Z przyczyn zupełnie mi nieznanych koty postanowiły spróbować rzeczy, których dotychczas nie jadły. Szczególnie zdumiała mnie Gusia, ktora nie należy do osób rozmiłowanych w nabiale. A tu, pewnego poranka, zastałam ją z głową w kubku, na którego dnie odrobina mleka czekała na zalanie gorącą kawą. Co więcej - Gusia nie dość zadowolona z wpychania głowy do naczynia wyprostowała się i włożyła do mleka łapkę, by po chwili ją oblizać. Mimo wiedzy, że kotom mleko szkodzi przelałam pomacane mleko na spodek, by ułatwić Guzi dostęp do niego.

To, że Nusia jada melony i arbuzy nie było dla mnie niczym nowym, choć z dotychczasowych obserwacji wynikało, że woli raczej sok niż kawałki owoców. Teraz lubi już też kawałki owoców.

Wojtuś, zwierz - w naszym przekonaniu - wszystkożerny, udowodnił swoje rozległe zamiłowania kulinarne podczas ostatniego gotowania barszczu. Tak intensywnie interesował się zawartością garnka, że aż lekko zniecierpliwiona wyłowiłam wielki kawał buraka i pokroiwszy go na mniejsze kawałki zostawiłam kotu. I co? Zostało zjedzone nie tylko w oka mgnieniu, ale również ze smakiem. Oczywiście, nie skończyło się na jednym kawałku...

Sisuleńka znów się zachrypiła, co w niczym nei przeszkadza jej zarządzać całym domem oraz godzinami snu ludzkiego personelu. Kto mówi, że głos jest potrzebny władzy? ;-)

Duszka, jako kot coraz bardziej śmiały, wieczorami urządza toaletę i wędruję po mnie na kołdrę. Poza tym jest zdecydowaną liderką w relacjach z Wojtkiem. Wojtuś, wciąż jeszcze młody i z nieco głupkowatymi pomysłami, co i rusz próbuje zaatakować ciotki. Sisi raczej nie rusza, co chyba zrozumiałe. Nusia podejmuje z nim zabawę i ganiają się oboje z wielka radością i dziecięcością w oczach. Gusia, jako, że jest największą panikarą, ucieka z wrzaskiem pobudzając Wojtka do entuzjastycznego ataku, a Duszka... Cóż, Duszka bez zastanowienia i ostrzegawczych dźwięków wymierza Wojtusiowi cios. Dźwięki dołącza później...

Na zdjęciach Nuśka, która umyśliła sobie, że będzie przechodzić przez rękaw tunelu grając w piłeczkę,  Duszka w strategicznym miejscu ymuszająca na Z. pożywienie, Wojtuś z pięknie zawiniętym ogonkiem siedzący na folii zabezpieczającej paczki ze sklepu internetowego oraz inne zwierzaki;-)









P.S. Dzieci Saszki znalazły domy:-)

5 komentarzy:

L.B. Abigail pisze...

Pięknie opisałaś kociokwiki :D... :)

Alison pisze...

Fajna ferajna :-)

catways pisze...

tunel z łapami to mój faworyt:D

Orka pisze...

oj tam,Wojtuś jako posąg egipski...:)))

kociokwik pisze...

Abigail,
:-)

Alison,
bardzo:-)

Catways,
:-D

Orko,
Niemal się można pomylić z figurką kurzołapką, prawda?:-)