20 listopada 2009

Gdzie te dni, które minęły?

Czas płynie, zasuwa, a ja nieudolnie próbuję go łapać. Mam wrażenie, że jakoś mało czasu spędzam w domu, koty czuję przy sobie tylko nocą, co oczywiście jest tylko dziwnym złudzeniem, bo przecież witają mnie gdy wracam, Gusia towarzyszy mi w porannej kawie, Nusia odwiedza ze mną łazienkę popijając z kranu, a Sisuleńka towarzyszy mi przy myciu zębów. Karmienie ostatnio zazwyczaj spoczywa na Z., bo ja nie dam rady surowemu mięsu, a on tak. Ja tylko wymieniam wodę - w misce i kubku na lodówce - i dosypują suchego na wyraźne życzenie Gusi. Jestem też nawiedzana przez Sisulkę podczas popołudniowych lektur - trzeba wówczas odłożyc książkę i ucieszyc się Sisuleńką okazując jej wiele uwagi i poświęcając jeszcze więcej głasków. Gdy zbliżyć się do śpiącej Nusi można zostać wypeelingowanym i ponapawać uszy miłym rezonansowym burczeniem.

14 listopada 2009

Oczywiście...

w środę zostałam obudzona jakoś koło 7. Gdy już wstałam Gusia ułożyła mi się na kolanach, Sisi pokwękała, ze mam jej robić "dawać tego kota", a Nusia burcząc jak mały traktorek podążała przede mną do kuchni, co i rusz przeciągając się i powodując, iż ryzyko mojego się o nią potknięcia wzrastało niebotycznie (Wasze koty też tak robią?). Po czym poszły spać;)

Drapak jest nadal często odwiedzany, cieszy się powodzeniem, co rzecz jasna cieszy nas. Nusia zasypia już nawet w budce, a wszystkim trzem zdarza się zalegiwać w formie kokoszki na półeczkach. Podpatrzyliśmy też, że Kociaste nauczyły się korzystać z obydwu wejść do budki.

Podobną do drapaka atrakcją są ptaszory. Stukają w kulki z jedzeniem już od bladego świtu (ale teraz ich nie ma, to dziwne...), zjadają wywieszony pokarm w tempie ekspresowym i zmuszają nas, byśmy już zaczęli planować, ile kulek trzeba będzie wywiesić w ptasiej stołówce przed wyjazdem na Boże Narodzenie;)))

Gusia najwyraźniej doszła do wniosku, że jak się szybko robi ciemno, to pora wrócić do zwyczaju polegiwania na ludzkich kolanach. No i leży - to u mnie, to u Z. i nawet nie prostestuje, gdy na niej opieram książkę;)

Sisi jest kotem anielsko grzecznym. Z. ułożył ją wczoraj na pleckach i obciął wszystkie pazurki. Nusi nie da się jednak określić podobnymi słowy - do zakraplania oczka (krople skutkują - oczko już nie jest opuchnięte, zaczerwienienie zeszło) zawijamy ją w ręcznik, Z. ją trzyma, a ja próbuję rozszerzyć powieki, by wkroplić lekarstwo. Krzyk jest straszny, ale Nusia się zbytnio nie gniewa - dostajemy później obydwoje liza w pliczek na znak wybaczenia;)

Reasumując: dobrze jest mieć koty:)))

P.S. Do slajdów z drapakiem dodałam nowe zdjęcia:)


Kavka


Ostatni tydzień października obfitował w czarne koty. Zanim trafiło do nas Kociątko, zamieszkała z nami Kavka. Zanim trafiła do nas błąkała się ze dwa tygodnie wkoło domu, dokarmiana przez różnych ludzi. Zadbana, błyszcząca, ufna... Wynik śledztwa międzysąsiedzkiego świadczył na niekorzyść ludzi - właściciele Kavki wyprowadzili się zostawiając ją pod domem.
Odrobaczona, odpchlona i od... co tam jeszcze trzeba było, zamieszkała u nas zajmując zazwyczaj przestrzeń pod stolikiem, a koło kaloryfera. Gdy szła do miski, a któraś z Ko-córek stała jej na drodze warcząc, wracała po nas i prosiła, abyśmy ją przeprowadzili bezpiecznie ku jedzeniu. Korzystała wzorowo z kuwety. Kilka dni spędziła nie wchodząc do sypialni, ale w końcu i tam zajrzała. Cichutka, spokojna, uwielbiająca głaszczące dłonie człowieka.
Znaleźliśmy dwa domy chętne do tego, by przygarnąć Kavkę. Jeden - w mieście, w którym mieszkamy, u pana, który już kota miał i który po zobaczeniu zdjęć Kavki chciał, abyśmy natychmiast ją przywieźli. Drugi - na wsi, ale chęć przygarnięcia kotka wykazywała uczennica, więc najpierw musiałabym jechać do jej rodziców.
Wybór padł na mieszkanie w mieście. Niewielkie, bardzo zadbane mieszkanie. Ciepły kaflowy piec. Pan, który, gdy przyszliśmy z kotem nie mógł się skupić na rozmowie z nami, gdyż co i rusz nurkował pod fotel, by pogłaskać Kavkę. Zanim wyszliśmy Kavka ułożyła się na wersalce i polizała głaszczącego ją pana po ręce. Na kota czekało jedzenie, kuweta, koc i stołeczek tuż obok ciepłego pieca.

Mam nadzieję, że oddaliśmy Kavkę w dobre ręce.

P.S. Ostatnią noc Kavka spędziła śpiąc niedaleko Nusi. To była jedyna taka noc:

10 listopada 2009

Wieści

Wyjeżdżałam na weekend. Sama bez Kotków, co wybaczyły mi o tyle chętniej, że zostawał z nimi Z. i że nie były zmuszone do podróżowania autem, które ostatnio wyjątkowo im nie służyło. Przywitały mnie radośnie i całą noc z niedzieli na poniedziałek ktoś na mnie spał.


Nusia ma zapalenie spojówek. Oczko czerwone, leci brzydka wydzielina. Przemywamy solą fizjologiczną i zakraplamy Gentamicin-vet 0,3%. Na razie 3-4 razy dziennie, po zmniejszeniu objawów można obniżyć dawkę. Leczenie ma trwać do 12 dni.

Wczoraj odbyła się uczta - podroby z jajkiem, tauryną, siemieniem i skorupkami jajka. Ale ciamkały;)

Ko-córki przywykły do tego, że mój budzik dzwoni o 6:06. Gdy nastawiam go na późniejszą godzinę przychodzą zaglądają mi w twarz jakby sprawdzając co się stało, ze jeszcze nie dzwoni i czemu ja wciąż śpię. Ciekawe co zrobią jutro, czyli w dzień kiedy budzika włączać nie należy;)))

6 listopada 2009

Drapak

W związku z przemiłą inicjatywą mojej zwierzchniczki, a inicjatywą objawiającą się dodatkowymi i niespodziewanymi pieniędzmi na koncie, jak każdy zafiksowany kociarz pomyślałam, że należy zakupić coś Ko-córkom.

Wybór padł na drapak w tym sklepie. Poczekaliśmy na uzupełnienie magazynów, zamówiliśmy i dziś u wrót naszych stanął kurier z paczką. 

Gdy wróciłam do domu i zastałam Z. składającego drapak i Nusię w pudle drgnęła we mnie obawa, czy draaak był dobrym pomysłem. Obawa by nie drgnęła, gdyby nie Simon i jego kot:



Na szczęście Kociaste wykazały się dużym zainteresowaniem. Teraz na przykład Gusia robi na budce kokoszkę, taką dość zasypiającą;)

Jak to wyglądało zobaczycie tu:

5 listopada 2009

Kociątko

W piątek zadzwonił mój telefon. - "Wyłowiłam z uczniami kotka z rzeczki. Co mam zrobić?" Wracając z pracy weszłam do szkoły z wyłowionym Kociątkiem. Siedziało w pudle stojącym koło kaloryfera owinięte w różne ciepłe szmatki. Teraz to ja zadzwoniłam... i Kociątko trafiło do nas.



Umyte raz jeszcze, opatulone w ciepły, gruby szal przespało kilka godzin. Później powędrowało do miski, no i rzecz jasna wielokrotnie noszone było do kuwetki. Założyliśmy, że to dziewczynka;) i wierząc, że wkrótce znajdzie dom nie nadaliśmy jej imienia. Zresztą takiemu słodziakowi żadne imię nie jest potrzebne; i bez niego chwyta za serce:)



Kociątka okazała się być nader żarłocznym stworkiem. Barfowała na równi ze swoimi starszymi koleżankami. Wdrapywała się na wersalkę, po obudzeniu grzecznie biegła do kuwetki i co chyba jest jej cechą podstawową - oddawała się rozmyślaniom. Leżała na pleckach i wpatrywała się w przestrzeń dookoła z nieco filozoficzą zadumą. Spała oczywiście z nami.



Wczoraj dostaliśmy wiadomość, że jest dom, który chce przygarnąć Kociątkę. I po tej wieści Sisi przyszła, położyła się koło Czarnuszki, i tak łapka w łapkę leżały na mnie podczas popołudniowej lektury. W nocy też podzieliły się kołdrą. A dziś - już na pożegnanie Sisuleńka wylizała Kociątkę.



W jej nowym domu jest podobny wiekiem piesek, są konie. Kociątka będzie kotem domowo-podwórkowo-stajennym. Życzymy jej ludzkim współmieszkańcom radości i Kociątce - dobrego życia.

* * *

Z ostatniej chwili:

Kociątko ma na imię Rambo i nie jest kociątkiem podwórkowym, a jedynie domowym. Śpi w łóżku z dziewczynkami, u których zamieszkało:)))

1 listopada 2009

Zapiski

Okazało się, że nie tylko Sisi lubi czarną torbę. Być może w lubieniu torby przez Nusię wydatny udział miało to, że w torbie były jakieś papiery przepasane gumką recpturką, która jak żadna inna doskonale strzela, gdy kotek zaczepi o nią pazurkiem. Dobrze, że torba jest naprawdę duża;)




W domu bywa ziemno zanim kaloryfery zrobią się właściwie ciepłe. Koty ów zimy czas próbują przesypiać lub - uwaga, uwaga - zaczynają biegać ganiając się i krzycząc groźnie na siebie ( z tego etapu zdjęć nie będzie).





Ptaszor są nadal dokarmiane i wciąż sprawiają Ko-córkom wiele radości i dostarczają bodźców pobudzających dzikie ja w naszych Kociastych. Najśmieszniejsze jest to, że siadają rządkiem i czkają aż się naje jeden ptaszor, a gdy to nastąpi kolejka posuwa się do przodu. Oprócz sikorek widujemy wróble i ptaszona z kremowym brzuszkiem, którego nie umiemy rozpoznać (czatuję na niego z aparatem).


Z telefonicznych doniesień wynika, że Helenka przygotowuje się do spotkania z Ko-córkami - ma już gotowe miary krawieckie i prosi, żebyśmy przywieźli tunel;)

P.S. Wczorajszy barf: wołowina mielona, dwa żółtka, zmielone siemię lniane, marchew, seler, jabłko.

28 października 2009

BARF-ujemy

Od pewnego czasu podczytujemy wątki na temat BAFR (Biologically Appropriate Raw Food), czyli biologicznie odpowiednie surowe pożywienie. Popytałam mądrzejszych, wczytaliśmy się dokładnie w różniaste atrykuły, przemyśleliśmy sprawę i dziś odbyliśmy próbę generalną.

Z. zakupił serca drobiowe, mieloną wołowinę, wątróbki i zamelinował się z tym w kuchni, by przygotować Kociastym posiłek. Do mięsa dodał żółtko, pokruszone/ zmiażdżone skorupki jajek, gerberka warzywnego (jutro zrobię zakupy i przygotuje warzywną papkę). Podczas przygotować Nusia wyglądała tak:

Gusia była mniej śmiała, ale też nie opuszczała kuchni. Jedynie Sisuleńka przyglądała się tym dziwacznym wyczynom Z. z bezpiecznego miejsca w przedpokoju (leżała na mojej czarnej - swojej ulubionej - torbie).

Jedzenie zajęło Kociastym około 20 minut. Miski zostały wylizane tak, że trudno uwierzyć, by ktoś kiedykolwiek wkładał do nich jedzenie.

Sisi nie życzyła sobie mieć zdjęcia przy misce.

Gdyby ktoś miał chęć przeczytać to, co i my czytaliśmy odsyłam: na Miau i na Chatul. Gorąco namawiam:)

27 października 2009

Polowanie, karton i czarna torba

Gusia polująca na sikorki (doczytałam - to bogatki) wygląda rozczulająco komicznie:) Ale dzielnie jej kibicujemy:)


Nusia ledwie doczekała chwili, w której złożyłam pudełko. I gdy tylko nadawało się, by w nim zalec - zaległa:) Proszę zwrócić uwagę na stojące nieododal niemal opustoszałe pudełko z kasztanami. Było pełne. Te kasztany są teraz poukrywane w kocich skrytkach;)



A póżniej schowała się pod koc w pozycji na strzałkę;)


Czarna torba lato spędziła w szafie. Wczoraj doszła do wniosku, ze pora ja wyciągnąć, a Sisuleńka - która jest wielką fanką czarnej torby - natychmiast przyznała mi rację:)


24 października 2009

Jesiennie

Sisuleńka w poszukiwaniu źródeł ciepła zawędrowała na odbiornik tv. Daleko mu co prawda do tego, który może wykorzystywać (i który ochoczo wykorzystuje) Ko-córka u Pani Magdy, ale jak sie nie ma co sie lubi, to się lubi co się ma. A przy okazji prezentuje się barwy jesienne:)



Nusia od kilku dni okupuje kocyk. Śpi w nim, pod nim, na nim; zdarzyło się nam nawet okupować go razem - Nusia leżała na moim brzuchu i obydwie spałyśmy mocno przykryte. Wczoraj Nusia spała pod kocem, gdy na kocu postanowiła pospać Gusia. Ułożyła się częściowo na Nusi, częściowo obok i spały przytulone ponad dwie godziny.


Nusia przypomniała sobie wczoraj o istnieniu kasztanków. Tym, co jej o tym przypomniało była zabawa jaką z kasztankiem uprawiała Sisuleńka. Gdy Nusia wykazała żywiołowe zainteresowanie Sisi z urazą odeszła pozostawiające Małemu Misiowi wybór.


Ptaszory, najczęściej w postaci wspomnianych sikorek - choć dziś widziałam wróbla, wyjadły już prawie połowę tzw. szyszki dla ptaszorów. W tamtym roku nie cieszyliśmy się aż takim powodzeniem i bardzo nas cieszy, gdy wciąż jakieś skrzydlate zaglądają nam w okna.



23 października 2009

Radość międzygatunkowa

Za oknem zawisło jedzenie dla ptaków.
Ptaki (dotychczas zaobserwowałam sikorki) mają radość, bo mają jedzonko.
Kotki mają radość, bo mają spektakl z ptaszkami na żywo.

22 października 2009

Odzyskane dziecięctwo

Sisi w chwili, gdy przybyła do nas Nusia wycofała się. Zrobiła się spokojniejsza, ustępowała Małemu Kotu, przestała szaleńczo biegać i bawić się. Gdy niedawno Nusia chorowała i nie była tak aktywna jak zwykle, Sisi odzyskała werwę. Więcej biega, więcej pokrzykuje, nie da się odpędzić od kasztanka czy myszki, a zaczepiona zbytnia bliskością Nusi prycha na nią ze złością. Nusia - po osłabieniu chorobowym - uznała, że nie jest już kotem, któremu się ustępuje, że każda z nich jest tak samo ważna.

Chowanie się w pudle po maszynie kuchennej to ulubiona zabawa Sisulki z lat dziecięcych:)



Kaloryfery w naszym domu rozgrzewają sie popołudniu, by wieczorem osiągnąć maksymalną moc grzania. Sisuleńka dogrzewa sobie ogonek;) Gusi wystarcza ciepło rozchodzące się w koszyku.


20 października 2009

Zimno powoduje kłębuszkowienie i puchacenie








Zdjęcia wyraźnie pokazują kogo nie powinniśmy nazywać już Małym Misiem;)

17 października 2009

Przygrywajka

Sisuleńka po obowiązkowej wizycie nocnej w naszym łóżku, zasiadła obok opartej o ścianę składanej szuszarki na pranie i zaczęła na drutach tejże suszarki wygrywać melodie. Co jakiś czas. I tak z przerwami do siódmej, kiedy już zdążyłam się ucieszyć, że ów dźwięk to nie dźwięk budzika, bo wstawać na budzik w sobotę nie trzeba.

Znużona działalnością artystyczną Sisi ułożyła się w czerwonym, okrągłym pudełku wyścielonym czerwonym śpiworkiem niemowlęcym i zapadła w zasłużony sen.

14 października 2009

Simon Tofield. Kot Simona.

Dziś premiera!

Z książką, której bohaterem jest Kot Simona jest tak, że ci, którzy mają fioła na punkcie kotów i maja koty, zauroczą się tą książką, tak jak zapewne zauroczyli się jej bohaterem występującym w teledyskach na youtubie.

Kota Simona obdarzyłam uwielbieniem, a Simona Tofielda podziwem. Autor kreśląc przygody Kota czyni to z gracją, urokiem, ironią, a wszytsko to świadczy o doskonałej znajomości kocich zwyczajów, charakterów i stosunku do ludzi:)

Czytając, a właściwie oglądając książkę, znajdowałam przecierając załzawione od śmiechu oczy, wiele znajomych sytuacji - wymuszanie jedzenia, taplanie się w wodzie cieknącej z kranu, układanie się na dopiero co wyprasowanej koszuli, czy grymaszenie przy jedzeniu. Miło jest wiedzieć, że nie tylko moje koty tak robią;)

Myślę, że to książka obowiązkowa dla wszystkich miłośników Kotów:)))

13 października 2009

W katowickim schronisku jest ciasno!

Tu znajdziecie informacje prowadzone na bieżąco przez wolontariuszki zajmujące się kotami z Katowickich Niekochanych.

A tu książki, które możecie kupić, by pomóc zapewnić Katowickim Niekochanym jedzenie itp.

Oczywiście - najlepiej byłoby, gdyby koty znalazły domy, nawet tymczasowe.

Kto może niech pomoże. Tak jak może;)

12 października 2009

Byliśmy u Mamy























Kotki wylegiwały się w ulubionych miejscach, obwąchiwały jesienne kwiatki, prychały na Mamę i dawały się korumpować smaczną rybą:)

Nusia - zrozpaczona koniecznością podróżowania - weszła do Sisulkowego koszyczka i lizała Sisuleńkę szukając u niej pocieszenia. Sisi się lekko odsunęła robiąc miejsce i za jakiś czas zaczęła pocieszająco lizać Nusię. A później poszła na półkę zostawiając płaczącego Małego Misia samej sobie. Może dlatego, że Nusia pomiędzy liźnięciami podgryza?;)

P.S. Ciri jest na wyjeździe.

7 października 2009

Zilustrowany sen koci














Lub do snu się przygotowywanie;)

P.S. Widzicie to pudełeczko okok Sisi? Chwile przed tym, jak wyciągnęłam aparat, Sisi wyjęła z pudełeczka zębami kasztana i zaniosła go na podłogę;)
P.S.2. Przynosicie kasztany jesienią? U nas jest cały stos - z czego większość już wepchnięta pod wersalkę;)

6 października 2009

Programy o zwierzętach

Lubicie? Oglądacie?

Ja podglądam "Zwierzowiec" i oglądałam "Miau Hau". Co jeszcze warto zobaczyć (i mozna to zobaczyć w necie)?

5 października 2009

Nusia







4 października 2009

Dobry zakup to podstawa

Wczoraj poszłam poszperać w ciuchlandzie za czymś, co można by włożyć między okna, by zatrzymywało hulający między tymi oknami wiatr. Osłonka na łóżeczko dziecięce kupiona za 1,50 zł w pełni zaspokoiła moje potrzeby, a Kociastym dała możliwość rozbudzenia ciekawości - trzeba było najpierw wejść między okna, zaprotestować przeciw temu, że się zamykają próbują przygnieść kota, a gdy już ochronna warstwa została osadzona tam, gdzie jej przeznaczono- można było się dziwić i skradać ku oknie z planem zapolowania na to dziwne coś.




Jednak osłonka na okno to nie jedyny zakup. Wypatrzyłam przecudnej urody śpiworek niemowlęcy, w cenie takiej samej jak osłonka, który to śpiworek natychmiast przypadł Nusi do serca.



Skoro jednak zabrałam śpiworek został pochłonięty przez pralkę Nusia stwierdziła, że należy się przytulić. Gusia okazała się być wymarzonym kompanem do przytulania. 



Potem jednam westchnęła z tęsknotą za śpiworkiem (suszącym się na kaloryferze) i postanowiła znaleźć coś, pod czym można schować głowę. Wszak wiadomo - najwięcej ciepła ucieka przez głowę;)


3 października 2009

Wyróżnienie i zimna codzienność

Od Mrouh z Manualnika Kocio-kwik dostał wyróżnienie:

Dziękuję bardzo:)

Chciałabym wyróżnić:

Abigail, gdyż uwielbiam podglądać jej czarujący, wielozwierzęcy dom,

Oliska z Małą Biedą i Kotem Pataponem, bo miło u nich,

Xmaseve od Teofila, Dzidki i Stefa za poezję w opowieściach o Stadzie,

Padmę z Miasta Książek, bo posiada dar inspirowania innych,

Montgomerry piszącą o tym, co Słowem Malowane; aż miło widzieć jak rozkwita w blogowym świecie.

*   *   * 

Zimna codzienność (czytaj zimne kaloryfery i aura niespodziewanie jesienna;)) przekonały Gusię, żę spać z nami na łóżku jest dobrze.

Koty przyłapane na kołdrzeniu wyglądają tak:

Nusia doszła do wniosku, że trzeba leżeć przy komputerze - tam będzie najcieplej:)


Ogólnie rzecz biorąc dni spędzamy pod kocem, opatuleni kotami i ubrani w ciepłe swetry i grubaśne skarpety. U Was też tak zimno?

1 października 2009

Świętowanie:)

Mam dziś urodziny. Wczoraj dostałam prezent od Siostry i jako, że to prezent dla osób kociolubnych postanowiłam się nim pochwalić:)

Nusia oczywiście musiała sprawdzić, czy w opakowaniu nie ma czegoś jeszcze (czyt. czegoś dla niej):

A Sisi i Gusia obwąchiwały zakupy:


28 września 2009

Tesco wspiera schroniska

Na stronie Tesco, o TU, można oddać głos na wybrane przez siebie schronisko:) Autorytatywnie stwierdzam, że jedynym słusznym wyborem jest schronisko w Katowicach;), choć oczywiście nie ograniczam czytelnikom Kocio-kwiku wolności wyboru;)

Oddajcie proszę głos:) 

P.S. Tylko do 7 października!

P.S.2. Jeden adres e-mailowy = jeden głos

27 września 2009

Byłam poza domem

Spędziłam poza domem sześć nocy i dni. Koty - co wiem z relacji Z. - zadziwnione były moją długą nieobecnością. A gdy wczoraj wróciłam Nusia i Sisi prześcigały się w tym, która bardziej mnie przywita i przytuli, a Gusia - jak to Gusia - przywitała się, ale z urazą, bo kto to słyszał swoje Ko-córki zostawiać?

Sisi spała na moich nogach aż do rana. Rano zeszła i położyła się nad moją głową, a na nogach ułożyła mi się Nusia:) Gusia pozwoliła się wziąć na ręce, położyć na plecach i głaskać po łepetynce.

Nusia ma trądzik i "płaczące" oczki, Sisulkowi zrobił się kołtunek na plecach, a Gusia placze, żeby się z nią bawić.

Ech, dobrze jest wrócić do domu...

18 września 2009

Kociątki...

szaleją- a najbardziej chyba Sisi. Przez czas choroby Nusi i czas mniejszej aktywności Małego Misia, Sisuleńka przypomniała sobie dziecięce aktywności i biega pokrzykując radośnie z zaproszeniem do zabawy w dzien i w nocy. O, teraz też;)

Poza tym Z. wyjął już koc, w który się można zapatulać wieczorami. Teoretycznie rzecz jasna, bo koc został powitany z duża radością przez Kociaste, które namiętnie go okupują, na zmiany;)

Jednym słowem - wszystkie trzy grają w pingponga i wszystkie trzy sypiają na jesiennym kocu. Oczywiście - przychodzą też po swoje porcje głasków i migdalenia;)

13 września 2009

Sisi w dzieciństwie

Z. wyszperał gdzieś fotki z początków naszego wspólnego z Sisuleńką życia:)

Sisi bardzo interesowała się szachami:)

Prawda, że owieczka ma uśmiech prawie identyczny z uśmiechem Sisi?;)

Na lewo od talerzyka jest Sisi, na prawo Lulu:)

12 września 2009

Dwa leniuszki


10 września 2009

Nusia znów chora

Od wczoraj chodzi jakby ponosząc grzbiet do przeciągnięcia się w "koci grzbiet" i jakoś tak, jak na palcach. I na dodatek chodzi niechętnie... Z łóżka na podłogę, z podłogi na wersalkę i tyle... Nie pobudza jej do biegu ani suche jedzenie, ani dźwięk otwieranej puszki. Nie je, nie pije, nie korzysta z kuwety.

Za chwilę jedziemy do weta.

P.S. W takie dni nie lubię mieszkać na prowincji i mieć do dobrego lekarza 40 km.

Gusia


Gusia zdecydowanie polubiła tunel. Polubiła go tak bardzo, że teraz rzadko przychodzi na moje kolana - woli poleżeć w szeleszczącym pomarańczowo-amarantowym. Za to wczoraj wieczorem weszła na łóżko - fakt, że delikatnie, powolutku, ale przeszła przez jego większą część i z godnością z niego zeszła. A gdy próbowałam ją złapać do przytulenia, podskoczyła do góry jak źrebiątko i uciekła;)

Guziolek jest kotkiem, który ma potrzebę mieć coś w misce. To coś powinno być suche i znajdować się w misce w liczbie większej niż 7-8 kulek. Bo, gdy kulek jest za mało lub z zgrozo wcale ich nie ma, Gusia przychodzi do pokoju, siada i na nas patrzy. Gdy patrzenie nie odnosi oczekiwanego skutku, Gusia ociera się o nogi. Gdy i to nie działa - Gusia - uwaga, uwaga! - zaczyna miauczeć. Z początku cichutko, dość nieśmiało, ale później coraz głośniej, choć krótko. Intensywny, zrozpaczony odgłos wydawany przez Guziątko podrywa nas na nogi; wszak nie można tak maltretować swojego kota. (Bywalcy bloga wiedzą, że maltretacja kota polega na tym, że kot jest trzymany brzuchem do góry, a człowiek się do brzucha przytula myziając kota pod brodą).

____________________________________________________________________

P.S. Minął rok od chwili, kiedy Jaśminka z katowickiego schroniska znalazła dom. Nusia jest z nami od 11 czerwca 2008, a Gusia od 22 lutego 2008. To już (i tylko) trzy koty. W tej chwili w schronisku na dom czeka około 75 kotów. Może ktoś jeszcze zmieni kocie życie i uszczęśliwi siebie?