15 kwietnia 2014

Odkurzam bloga...

gdyż zakurzył się okrutnie. Czas jakiś temu podjęłam decyzję o tym, by zmienić dział w pracy. Obowiązki inne, codziennie uczę się czegoś nowego, a bywa i tak, że pracuję częściej niż dotychczas. Nie piszę tego, by się skarżyć, ale po to być choć trochę wyjaśnić owo zakurzenie bloga.

Zwierzęca codzienność pookładała się na tyle, że koty akceptują psa, a pies koty. Wojtuś nosi na plecach namiocik, a Sara przygląda mu się ze zdumieniem. Nusia urządza pokabrzuszki, czy burczenia tuż przed Sarenkowym nosem. Gusia śpi na mnie, a zbliżającą się Sarę ostrzega syczeniem. Owszem, koty pewnie wolałyby żeby psa nie było, ale nie jest też tak, że dają nam do zrozumienia, że psa sobie nie życzą.

Zaczął się sezon balkonowy w pełni. Weekend na szczęście zaszczycił nas ładną pogodą i kociaste, a osobliwie Gusia, zaległy na szafkach łapiąc promienie słońca. Sara z ciepła zadowolona była nieco mniej, ale nieco pozwoliłam jej się zmoczyć w parkowej sadzawce, więc wytrwała. Nawet trochę biegałyśmy :-)

Niecierpliwie czekam do Wielkanocy - będzie kilka wolnych dni na to, by pocieszyć się zwierzakami.

Zdjęcia z jakiegoś wcześniejszego weekendu - zrobione przez Ciocię Z; dziękujemy. Na zdjęciach widać haszczory, które często spotykamy podczas parkowych spacerów. I Sarę :-)







P.S. Do dziś, gdy wpisuję słowa kluczowe w opisie wpisu na blogu, mam chęć kliknąć "Duszka".

21 marca 2014

Porozumienie ponad miskami

Od trzech - czterech tygodni około 4 (a w wyjątkowych sytuacjach - 5) Sisi budzi mnie drapaniem w wielkie lustro wiszące w przedpokoju. Ona drapie, a reszta kotków spogląda w moją stronę kontrolnie, by sprawdzać na ile drapanie przynosi efekt oczekiwany, czyli, czy już podnoszę się z łóżka. 

Od wczoraj przy lustrze stoi suszarka z praniem, co znacznie ogranicza możliwość Sisulowych manewrów. I co zrobiły dziś kotki? Dogadały się z Sarą. Bo jakże inaczej wyjaśnić to, że kilka minut przed piątą z barwnego i intensywnego snu wyrwał mnie psi jęzor na twarzy? Za nim wydobyłam się ze snu i zorientowałam czemu mam mokrą twarz, Sara zdążyła mnie wylizać nawet po powiekach. Pogłaskałam ją myśląc, że nagle obudziła się w niej potrzeba czułości i zasnęłam ponownie. Na 5 minut. Po ich upływie ponownie poczułam psi jęzor na twarzy, a gdy zdecydowałam się podnieść, ujrzałam wszystkie kotki spoglądające z nadzieją w moją stronę. Sara, jak to zwykle bywa podczas porannego karmienia kotów, została w sypialni za zamkniętymi drzwiami, a Kociaste pobiegły do misek.

Czy możemy już uznać, że zwierzaki zaakceptowały się wzajemnie i na 100%?

17 marca 2014

Spryciarze

Czas jakiś temu dostaliśmy zabawkę. Nie, nie dla nas - dla naszych zwierzątek. Po długiej i szczegółowej korespondencji, podczas której szukałam z przedstawicielką sklepu NaszeZoo.pl zabawki godnej uwagi zarówno Kociastych, jak i Sary, wybór padł na Flip Board, grę strategiczną dla psa. 
[źródło zdjęcia: http://www.naszezoo.pl/pl/p/Gra-strategiczna-dla-psa-Flip-Board/129]

I powiem Wam, że trudno byłoby wybrać lepiej:-)

Z Sarą ćwiczyliśmy w domu i na dworze. Byliśmy na spacerze dość wcześnie, więc nie zgromadziliśmy tłumu gapiów wokoło, ale już widzę, że będzie to wabik na głaskaczy podczas wiosenno-letnich spacerów :-)

Piesce najłatwiej przyszło nauczenie się przesuwania elementów, pod którymi schowaliśmy smakołyki. Resztę elementów opanowała, moim zdaniem, lekko licząc na przypadek i siłę. Zobaczcie:



Najzabawniej wyglądały te momenty, w których Sara próbowała lizaniem podnieść klapki, które w zamyśle producentów zabawki podnoszone są dźwignią w kształcie kości. Co więcej - czasami lizanie przynosiło pożądany skutek.

Z kotami ćwiczyłam wieczorem, po kolacji, gdy Z. i Sara wyszli na spacer. Skutkiem tego na filmach widać tylko Wojtka - jako głównego bohatera - i ciekawską Nusię. Sisi popatrzyła na mnie jak na wariatkę wyraźnie sygnalizując, że ona wie, iż mam w dłoni schowaną oliwkę i nie zamierza taranować jakiegoś urządzenia, by tę oliwkę z niego wydobyć. Jej się należy ta z dłoni. Gusia natomiast, jako kotka bardzo przepisowa, od razu po kolacji i zagrzebaniu wszystkich misek, myje się i idzie spać do koszyczka. Nie wykazała chęci współpracy (ale jeszcze będziemy testowali).

Nusia nie miała nastroju do poszukiwań. Ocierała się, burczała niczym solidnej konstrukcji traktor i nie wykazywała chęci do zabawy. Mam wrażenie, że z budzącą się wiosną w Nusi budzi się czułość i gwałtowna potrzeba zaopiekowania się jakimś małym kotem.



A co do Wojtka... Wojtek pokazał klasę i sprawił, że zobaczyłam w nim wreszcie dużego, dorosłego i sprytnego kota. Dotychczas wciąż postrzegałam go jako małego głuptaska, który pogoni za wszystkim. Teraz wiem, że jest kotem ciekawym świata i musimy się nieźle nagimnastykować, by zapewnić mu odpowiednią stymulację intelektualną. 



Przyznacie, że doskonała zabawa - nie tylko dla Kociastych i Sary, ale i dla nas. Dziękujemy sklepowi NaszeZOO.pl za zabawkę:-)

P.S. Resztę filmów możecie obejrzeć TUTAJ.

7 marca 2014

Trudno wrócić do pisania po przerwie. I to taaakiej przerwie:-)

Pamiętacie - wspominałam czas jakiś temu o sesji zdjęciowej, w której Sisi i Gusia promowały nowe typy drapaków. Niedawno dostałam zdjęcia i nieustająco się nimi zachwycam:-) Gusi bardzo spodobał się większy, okrągły drapak. Tak bardzo, że gdy zaproponowałam fotografowi zmianę drapaka, to Gusia się obraziła i schowała za płytami wysłaniającymi. Z tego też powodu na drugim drapaku prezentuje się tylko Sisi. Przyznacie, że prezentuje się uroczo? Na plus panu fotografowi należy przyznać to, że był pieczołowicie przygotowany - hojnie posypywał kocimiętką drapaki, doskonale zabezpieczył wszelkie wyjścia ze studia fotograficznego, itp. Od chwili sesji w naszym domu króluje nowy drapak i wszystkie koty chętnie z niego korzystają. Jest na tyle stabilny, że i nam zdarza się na nim przysiąść.









22 lutego, bardzo wcześnie, bo kilka godzin przed świtem, wyruszyłyśmy z Sarą w długą podróż na Mazury. Nie uprzedziłam Rodziców, bo nie chciałam, żeby się martwili - umówiłam się tylko z Siostrą na wspólny spacer i kawę w Warszawie. Szaszka szalała z radości, Sara wykazała umiarkowane zainteresowanie, a na ich dwóch można przeprowadzać szkolenia pt. " Czym różni się husky od malamuta?".


Podpatrzyłam jak wyglądają maty zabezpieczająco-podróżne, poświęciłam koc i Sarka miała miękko i wygodnie. Jak widzicie - jechała przypięta do pasów bezpieczeństwa. Pieska głównie spała, choć były chwile, w których coś ją zainteresowało na tyle, by wyglądać za okno. Oczywiście zatrzymywałyśmy się po drodze kilka razy, na krótsze i dłuższe spacery.


Pierwszy poranek spędziłyśmy wędrując wzdłuż wody. Sara była zafascynowana szronem, wodą, kaczkami, nowymi zapachami. 


Sara idealnie zidentyfikowała Mamę, jako osobę, która rządzi Domem i Kuchnią. Podczas posiłków wpatrywała się w Mamę miłosnym wzrokiem, a kuchnię opuszczała tylko wtedy, gdy opuszczała ją Mama. 


Najdłuższy spacer urządziłyśmy sobie pewnego wieczoru - zamarzyło mi się, że powędrujemy nową promenadą, którą jeszcze nie miałam okazji iść. Szłyśmy, biegłyśmy i obydwie byłyśmy bardzo szczęśliwe.


Codziennie byłyśmy w lesie i nad jeziorem. W lasach Sara węszyła, szukała, chłonęła świat węchem. Na zamarznięte jeziora patrzyła bez zainteresowania. Mam nadzieję, że uda się nam przyjechać też latem i będziemy wspólnie pływać.






Wczoraj okazało się, że z Mazur Sara przywiozła nieproszonego gościa - Z. wyciągnął wczoraj z psiego karku kleszcza. Mam nadzieję, że to jedyna niemiła niespodzianka, a kleszcz nie był nosicielem choroby. Na wszelki wypadek obserwujemy zachowanie Sary i wkrótce założymy jej obrożę.

Podczas wyjazdu znalazłam dom, w którym - o czym jestem przekonana - żyłoby się nam wszystkim długo i szczęśliwie. Myślimy o nim intensywnie. Wy też pomyślcie, proszę, może się nam spełni:-)

17 lutego 2014

Zarysiony Światowy Dzień Kota






Koty z pędzelkami? Tak, to rysie:-) Nasze, w Światowym Dniu Kota, mają pędzelki dorysowane po to, by zwrócić uwagę ludzi na malejącą populację dzikich kotów w naszych lasach. Zarysione Duszka, Gusia, Nusia, Sisi i Wojtek stanowią niewielki procent wielkie gromady kotów żyjących w domach i wokół domów. A rysiów żyje ponoć tylko 40.

P.S. Z listy książek o zwierzętach wyciągnęłam okładki tych o kotach. Tu możecie na nie zerknąć.

10 lutego 2014

Jesteśmy

Jesteśmy, choć w Sieci jakoś mniej. Dużo spacerujemy, dużo czasu spędzamy z kotami - łapiemy każdą wolną chwilę, którą możemy im poświęcić. A przecież czas wypełnia też praca, domowe obowiązki, jakieś zobowiązania, spotkania, jednym słowem wszystko to, co przeszkadza w tym, by otoczyć się zwierzyńcem i być tylko z nim.

Szukając zdjęć w poczcie znalazłam kilka, na których jest Sisi, maleńtas.





Czasami zastanawiam się jak Sisi przyjmuje pojawianie się kolejnych zwierząt w naszym domu, a osobliwie - jakie emocje budzi w niej pojawienie się Sary. Oczywiście, na każdego z kotów zwracamy uwagę i dostrzegamy to, jak reaguje na psa, ale przecież nie umiemy wejść do ich głów i przekonać się w 100% o tym, co czują.

Sisi najczęściej śpi na koszu na pranie. Zajęła miejsce Duszki, być może z racji wieku się jej to miejsce należy i nikt specjalnie nie protestuje. Owszem, przychodzi do pokoju, ale już raczej z nami nie śpi. Wcześniej nie zdarzało się jej to zbyt często, a jeśli już to raczej spała wtedy, kiedy spał Z. - wtulona w niego tak jak na jednym z powyższych zdjęć.

Gusia, która najszybciej przeszła do porządku dziennego nad obecnością psa, dziś złości się, gdy Sara podchodzi do niej, ucieka z moich kolan na widok zbliżającego się psa, a zastana na drapaku, czy szafce tłucze Sarę po kufie. Nie ma już jednak tej pewności, którą miała wcześniej, tej, która pozwalała jej za każdym razem wchodzić na moje kolana.

Nusia, która tez nie oszczędza łap w okazaniu psu, że nie życzy sobie jego obecności, owszem przebiega przed nosem Sary, ale równie chętnie kładzie się na środku pokoju brzuchem do góry. Śpi z nami i nic nie robi sobie z psiego zainteresowania. A gdy Sara próbuje ją przepłoszyć ze stołu, czy oparcia wersalki, wtedy zaczyna iść bardzo, bardzo wolno...

Wojtek często spotyka się z Sarą nos w nos. Ale równie często ucieka przed nią i na nią syczy. Raczej jej unika, ale z drugiej strony - gdy zbliża się pora kolacji stojąc na progu kuchni głośno domaga się jedzenia nie bacząc na psa. Śpi najczęściej w sypialni, na drapaku, ale lubi też polegiwać na parapecie w pokoju, tuż obok pracującego Z.

A co myśli Sara? Biega za kotami i macha ogonem. Stoi i nadal macha, gdy Nusia i Gusia trafiają w jej głowę. Denerwuje się tylko, gdy któryś w kotów pojawia się na stole ( bo być może jest tam jakieś jedzenie). Biegnie sprawdzić, co robimy z kotami, gdy się nad nimi pochylamy, gdy je całujemy, głaszczemy, czy bierzemy na kolana. Ze względu na nią nie bierzemy kotów na ręce - próbuje wówczas podskoczyć i sprawdzić, co się dzieje.

Są chwile, w których zastanawiam się, czy nie unieszczęśliwiamy zwierząt każąc im mieszkać z nami i sobą wzajemnie. Przecież nie pytamy ich o zgodę, nie ustalamy z nimi nowych mieszkańców, nie ustalamy tego, co się z nimi dzieje. Autorytatywnie decydujemy o ich życiu. A co jeśli nasze decyzje są złe?

26 stycznia 2014

Gwiazdy promocji, smakołyki, bałagan i spacer

Czas jakiś temu znalazłam ogłoszenie o tym, że ktoś szuka kocich modeli do zdjęć promocyjnych. Dopytałam o co chodzi, a gdy okazało się, że blisko nas produkowane są nowe, dizajnerskie, modele drapaków, a producent poszukuje kotów, które wdzięcząc się na poszczególnych typach będą mogły reklamować nowinki. Przemyślawszy sprawę zdecydowaliśmy, że najlepiej w roli modelek sprawdzą się Sisi i Gusia, ustaliłam termin sesji zdjęciowej i wyruszyłam. Studio było przygotowane bardzo dobrze. Co prawda Gusia niemal natychmiast znalazła szczelinę, przez którą powędrowała zwiedzać drugie pomieszczenie, ale do dyspozycji było kilka typów drapaków, kocimiętka, którą fotograf obficie znaczył drapaki, ciepło i coś nowego co, koty z racji swojej ciekawości, postanowiły wypróbować.

Po sesji czekałam na przesłanie obiecanych zdjęć, ale ponieważ nadal ich nie otrzymałam, pokazuję Wam nasze, nieprofesjonalne. Drapak, otrzymany jako zapłatę za pozowanie, stoi u nas od 13 stycznia, więc już wszystkie koty zdążyły go polubić i korzystają z niego chętnie. Piękny, prawda?







Podczas wystawy, której poświęciłam ostatni wpis, spotkałam się z dziewczynami Fundacji Skrzydlaty Pies. Sara i kociaste dostały od nich prezenty: Sara piłkę i przegryzki, koty - piłeczki. Radość jest wielka. A Cioci Kachul specjalnie mocno dziękujemy za własnoręcznie pieczone psie ciasteczka - były, jak mówi Sara, przepyszne.


Niczym w pociągu - prawda? Tak oto kotki czekają na tę magiczną chwilę, w której Z. zabiera Sarę na wieczorny spacer, a ja daję kolację. 


A to zdjęcie pokazujące, oprócz bałaganu* w sypialni, ulubione miejsca do spania naszych zwierzaków. Nocą sytuacja zmienia się o tyle, że pod Nusią i obok Gusi leżymy jeszcze my:-)


Dziś, w towarzystwie Cioci Zuzanny, powędrowałyśmy z Sarą na zbiorczy psi spacer organizowany przez DogMasters Trekking. Zdjęcie ze spaceru udostępniła nam G. Glajcar - dziękujemy.



* Uważam, że jedyne, co mnie ratuje, to te stosy książek na szafce nocnej.

19 stycznia 2014

III Zimowa Krajowa Wystawa Psów Rasowych

Po raz kolejny przekonałam się, że dobre zdjęcie zwierzaka zależy w dużej mierze od zwierzaka, sprawności fizycznej, w tym sprawności stawów, robiącego zdjęcia i aparatu. Na wystawie było mnóstwo ludzi, mnóstwo psów i panował ogólny gwar, by nie rzecz hałas. Spotkałam dobre dusze ze Skrzydlatego Psa, widziałam namiot Fundacji Bono i sosnowieckiego Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt.

 Krawaty z psami:-)



 Pamietacie bajkę o foksterierce Daszeńce?

















Resztę zdjęć obejrzycie TUTAJ.