17 marca 2012

Prośba

Mili czytelnicy Kocio-kwika! 

Zdecydowałam się przystąpić do programu partnerskiego sklepu Zooplus. W związku z tym - mam prośbę. Korzystacie z tego sklepu? Jeśli tak - czy moglibyście wchodzić na stronę Zooplusa przez link zamieszczony w prawej szpalcie Kocio-kwika? Wam, mam nadzieję, nie sprawi to kłopotu, a nam zapewni parę groszy na rozmaite kocie potrzeby.

Będę wdzięczna :-)

P.S. Nusia, tu dwumiesięczna, pewnie też :-D
P.S.2. Program partnerski polega na tym, że wynagradza się nas za zrobione przez Was zakupy w zooplusie - jeśli do zooplusa weszliście  za pośrednictwem linku zamieszczonego na blogu.

10 marca 2012

Rok minął nie wiedzieć kiedy...


8 marca 2011 roku przywieźliśmy do domu Duszkę. Wówczas miała jeszcze na imię Rodos i tak do końca nikt nie miał pewności, czy jest chłopcem, czy dziewczynką. Owa niepewność nie była wynikiem braku znajomości fizyczności kociej, a tego, że kot trafiwszy do schroniska po śmierci swojej pani, zdziczał. Zanim włożono ją do transporterka podjęto kilka prób najmniej bolesnego i spokojnego wyjmowania jej w klatki. Warczała, gryzła, drapała i robiła wszystko to, co robi kot przerażony.

Zamieszkała za szafkami w kuchni. Kiedy wypłoszyliśmy ją z tamtego, mało sprzyjającego obserwacji miejsca, wcisnęła się za pralkę. Odsunęliśmy pralkę i w lukę wstawiliśmy transporter. Po kilku dniach kotka złagodniała, zaczęła się przymilać i jasne się stało, że dopadła ją ruja. 

Duszka najbezpieczniej czuła się w łazience. Zza pralki wyprowadziła się na kosz z praniem i o ile początkowo towarzyszyliśmy jej oswajając ją z naszą obecnością, tak później, gdy już otworzyliśmy drzwi, sama regulowała proces oswajania. I sama decydowała komu pozwoli się pogłaskać, a na kogo będzie syczała.

Latem okazało się, że Duszka ma cukrzycę. Zaczęło się codzienne badanie krwi, dopasowywanie dawki insuliny, dobieranie diety do stanu zdrowia i potrzeb kocicy. Unormowaliśmy chorobę na tyle, że Duszka przybrała nieco na wadze.

Wydaje się, że jest najcichsza z naszego zwierzyńca. Nie gaduli, nie drapie, nie domaga się głośno uwagi. Gdy czegoś chce, to siada na wprost nas i wpatruje się znacząco. Rano budzi mnie delikatnym dotykiem łapki lub ciamkaniem za moimi plecami. Brana na ręce lekko sztywnieje i czeka na to, co będzie się działo. Jeśli zaczyna się głaskanie Duszka nadstawia brodę, jeśli obcinanie pazurków, czy inne męki higieniczne - koteczka skarży się bezgłośnie. Niewątpliwie jest najstarsza. I może dlatego, od pewnego czasu, uważa za właściwe bycie rozjemcą sporów kocich. Gdy tylko pozostałe kotki zaczynają się ganiać wrzeszcząc, Duszka biegnie za nimi, gniewnie macha ogonem i patrzy na nie groźnie. O dziwo - rozchodzą się.

Duszka miała być kotem tymczasowym. Teraz, gdy ma cukrzycę, zostanie u nas. Nie wydaje się nam, by ktokolwiek umiał się nią zająć tak dobrze, jak my; znacie to uczucie?

Duszka to cichutki kot o silnej osobowości. Cieszę się, że jest z nami, że po traumie, jaką przeszła rozstając się ze swoją panią, trafiła do nas wzbogacając naszą rodzinę.

P.S. Zdjęcie można powiększyć.

6 marca 2012

Droga za TM wiedzie przez jezdnię...

Czasami tak jest... Było tak też wczoraj. Spacerowaliśmy, a na jezdni leżał duży, piękny, szaro-biały kot w drgawkach. Z. przeniósł go z jezdni na chodnik i kiedy dzwoniłam, by zapytać bardziej doświadczonych, co zrobić z kotem potrąconym przez samochód, kot umarł.

Umarł bez swojego człowieka. Umarł, bo jego człowiek uznał, że dobrze jest, by kot miał "wolność". Wczoraj ten piękny kot nie wrócił do czyjegoś domu. I pewnie innym kotom się to zdarzyło. I wciąż się zdarza... 

Często nadużywany cytat z Małego Księcia w tym przypadku nie wydaje się być nadużyciem:
Pozostajesz na zawsze odpowiedzialny za to, co oswoiłeś.
Odpowiedzialny także za to, że Twój kot odszedł za Tęczowy Most bez Ciebie. Po zderzeniu z autem na jezdni.

3 marca 2012

Sobotnie porządki

Z uroków umytego balkonu korzysta Gusia. Sisi jeszcze się waha. 
Na czas odkurzania dobrze jest skryć się za firanką. Po prawej, mało widoczna, jest Duszka.
Na czas mycia podłóg można zająć miejsce w bocianim gnieździe.

29 lutego 2012

Jak się ma koty to budzik jest zbędny

Ostatnio postanowiłam wstawać później niż dotychczas. Założyłam, że spać będę dłużej o całe 14 minut. Okazało się jednak, że moje postanowienie nie dotarło do kociej świadomości; one wiedzą, że już powinnam wstać i - co najważniejsze - dać jeść.

Dziś Duszka wystąpiła w roli budzika. Zaczęła od drapania w łóżko na wysokości mojej głowy. Dała się pogłaskać, ale widząc, że nie wstaję drapała znów. I już się nie pozwoliła głaskać. Przy trzecim drapaniu już się nie obudziłam, więc Duszka uczyniła gest, który czyni rzadko. Dotknęła mnie łapką. I to nie byle gdzie. Otóż Duszka położyła mi łapkę na ustach i zaczęła delikatnie głaskać mnie po ustach. Na moje błagalne "Duszku, jeszcze 5 minut" odeszła zasmucona, że wzgardziłam jej gestem i poprosiła Sisi o pomoc.

Sisi załomotała drzwiami zmuszając mnie do wyjścia spod kołdry. Duszka, nadal urażona, uczyniła mi przyjemność i zjadła podane śniadanie. 

A ja poszłam poleżeć jeszcze przez 5 minut.

26 lutego 2012

Coś na kształt raportu

Tydzień minął jakoś tak znienacka. Koty przez chwilę więcej jadły, później nagle przestały domagać się co chwilę napełniania misek, a zaczęły się bawić. Wkrótce zacznie się sezon balkonowy, ale wobec gwałtownych zmian pogodowych nie nadążamy ze sprzątaniem. 

Kłopotliwe staje się ostatnio zachowanie Sisi. Rano, domagając się w imieniu wszystkich kotek, posiłku drapie w drzwi kuchenne, które pod wpływem jej dotyku odbijają się od ściany wydając dźwięki mogące obudzić nie tylko nas, ale i - naszym zdaniem - pół bloku.

Myśleliśmy już o tym, by te drzwi zdjąć, ale to przecież nie zmieni sytuacji. Pozostają inne drzwi i olbrzymie lustro wiszące w przedpokoju. Przede wszystkim jednak chodzi o to, by zmienić zachowanie Sisi. A nie wiemy jak...

Gusia wykorzystała mnie w ten weekend maksymalnie. Leżała na moich kolanach, gdy piłam poranną kawę, układała się do snu na moich plecach w nocy, a gdy zakopałam się pod kocem na popołudniową porcję czytania, to Gusia zaległa na moim brzuchu i domagała się głasków.

Nusine oczko, mimo zakraplania, wciąż zapłakane. Wkrótce, gdy skończy się lekarstwo, wybierzemy się do doktora, na wizytę kontrolną i po dalsze zalecenia.

Duszka czuje się coraz bardziej u siebie (8 marca minie rok od dnia, w którym Duszka u nas zamieszkała). Gdy koty się ganiają biegnie za nimi i je uspokaja, ma swoje ulubione miejsca i broni ich w sposób łagodny, ale nieustępliwy i zawsze ma własne zdanie na każdy temat.

Drugi raz w życiu byłam na kociej wystawie. Ależ te koty są różnorodne. I wszystkie są piękne:-)

20 lutego 2012

Projekt Dzień Kota

Mamy szczęście do przebywających w naszym otoczeniu osób uzdolnionych. Kimś takim jest niewątpliwie P., która odwiedziwszy nas w sobotę, poświęciła czas i spódnicę, by podążyć za Ko-córkami we wszystkie zakamarki domowe. Dawała się wodzić na manowce, ale efekt tego wodzenia jest uroczy. Oceńcie sami:








P. dziękujemy i zapraszamy częściej:-)

P.S. Obstawiamy, jak szybko zdjęcie Sisi trafi na jakąś stronę bez informowania nas o tym?;-)

16 lutego 2012

Śnieżne dziewczynki




Małe ciało - wielki duch

Duszka jest najmniejszą z naszych kotek. Najdrobniejszą. Jednak, gdy tylko pozostałe kotki zaczynają się ganiać, Duszka czuje potrzebę uspokojenia szaleństwa. 

Zabawnie to wygląda, bo jednak gabarytowo Duszka mocno odstaje od Gusi i Sisi. A jednak, gdy one obydwie się ganiają (szczególnie gdy Sisi, z nieznanych nam przyczyn goni Gusię) Duszka włącza się, interweniuje, biegnie za nimi i wyraża oburzenie na tyle skutecznie, że kotki rozdzielają się i wstrzymują gonitwę. 

Duszka na takie rozwiązanie łaskawie przystaje i z wyrazem dumy na pyszczku przychodzi do nas po pochwały.

11 lutego 2012

Nusia się nudzi...

i od samego rana ma chęć grandzić. 

A to zagląda do koszyka, w którym śpi Sisi, a gdy Sisi udaje, że jej nie widzi, trąca ją łapką (zaglądając stoi na koszyku), co powoduję Sisulową złóśc i wyjście z koszyka. A to podchodzi do lustra i drapie w nie wydając ciężkie westchnienia. A to próbuje pacnąć Gusię, która zmierza w stronę miski. Albo gryzie mnie w palce u nóg, żebym coś wymyśliła, a gdy próbuję się z nią bawić, to siedzi i patrzy na mnie jak na wariatkę, która próbuje zmusić kota do biegania.

Wypuściłam ją na balkon.

Idę po nią, bo zaraz zmarznie i będzie śpiewała pod oknem balkonowym obrażone serenady.

10 lutego 2012

Wieści od Karolci





Karolcia zdumiewa swoich Ludzi i Szymona, kociego przyjaciela, swoim dynamizmem:-) Nawet do łazienki wskakuje z rozpędu, przez specjalne kocie drzwiczki. Jak widzicie, urosła tak, że aż trudno ją poznać.

Cieszy nas, że Karolcia jest szczęśliwa:-)