27 sierpnia 2014

Dojrzewanie do bycia kocurem

Wojtek dojrzewa do bycia KOTEM. Owszem, szaleje, ale też coraz częściej zaczepia mnie prosząc o głaski, coraz częściej układa się na "kokoszkę" puchaciejąc i stając się większym kotem niż jest w rzeczywistości. Nie porzucił, rzecz jasna, chowania się pod kapy, kołdry, koce do spania, ale często widuję go śpiącego po prostu na fotelu, czy wersalce. I nie zawsze noce spędza na drapakowym bocianim gnieździe.

Wczoraj mnie zaskoczył. Widząc ułożone na mnie Sisi, Gusię i Nusię zaczął powolutku wchodzić na tapczan. I gdy już, już miał się przytulić do Gusi, ta obudziła się i nakrzyczała na niego. Zwiesił łepetynkę i powędrował na drapak. Ale dziś rano spał na tapczanie, pięknie zwinięty w kłębuszek. Może dziś wieczorem ciotki wyrażą zgodę na jego towarzystwo?

25 sierpnia 2014

Sierpień gna jak oszalały...

Na Nusiowym brzuchu Ciotka Zu wymacała guzek. Czym prędzej udałyśmy się z Nusią do PanDoktora, który guzek potwierdził, zalecił guzka obserwację i jeśli nic się w guzku nie zmieni - usunięcie go z Nusiowego brzuszka razem z całą listwą mleczną. Umówieni jesteśmy na 5 września.

W pięknym dniu, 15 sierpnia, gdy tylko nasz PanDoktor wyruszył na upragniony urlop, pochorowała się Sara. Chorowała już podobnie zimą, ale tak wówczas, jak i teraz obserwowanie psa targanego torsjami nie należy do najprzyjemniejszych widoków (że o sprzątaniu nie wspomnę). Zarządziłam głodówkę, a w sobotę pojechałyśmy do PaniDoktor. PaniDoktor jest naszym weterynarzem zastępczym, mamy do niej zaufanie, więc ze spokojnym sercem pojechałam. Sara została przebadana na wszystkie strony - USG, biochemia, morfologia, a na koniec niestety zastrzyki. I zalecenie głodówki, a później lekkiego posiłku. W niedzielę wizyta kontrolna i kolejny zastrzyk, a poniedziałek - już ostatni. Oczywiście, Sarze już w niedzielę nic nie było, ale kuracji trzeba było dopełnić.

Na pocieszenie i ku rozrywce, w środę pojechałyśmy w Beskidy. Wyjechałyśmy dość wcześnie, ale i tak Sara rozglądała się lekko zdumiona i zniesmaczona. Może myślała, że znów ją wiozę do lekarza, tylko teraz gdzieś dalej? Po dojechaniu na miejsce wyruszyłyśmy na przechadzkę szlakiem spacerowym, który niepokojąco mocno od pierwszych metrów piął się w górę. Cóż, górołazy z nas żadne, więc się zmęczyłyśmy;-) Po zejściu ze szlaku na mnie czekała kawa i coś słodkiego, na Sarę - przekąska. Odpoczęłyśmy i ruszyłyśmy na dalszą włóczęgę. W sumie łażenie i odpoczywanie zajęło nam około 4 godzin. Sara zaraz po zajęciu miejsca w aucie zasnęła pochrapując cichutko.



Gdy Sara była chora pozwoliłam jej się położyć tuż obok mnie i kotów na łóżku. Ułożyła się delikatnie, powolutku, udając, że nie widzi leżących obok kocic. I teraz zagląda wieczorami do łóżka z nadzieją, że znów będzie mogła, zamiast na legowisku, leżeć z nami.


Wojtek uwielbia po kolacji wyskoczyć na balkonowe dojadanie. Gdy już uporządkuję cały dom przed nocą, uprzątnę kuwety podolewam wody i różne takie, zabieram chłopczydełko z balkonu. Ostatnio zabrałam jego i to wstrętne, wielkie coś, co miał w pyszczku. Uparł się, na dodatek, aby to coś skonsumować na łóżku, nieopodal poduszki. Udałam, że mam jeszcze coś pilnego do załatwienia w łazience - jakieś mycie umywalki w środku nocy lub coś w tym stylu - byle nie patrzeć na jego pożywianie się dzikiem białkiem.

Urlop mi się skończył, więc wracamy do rytmu dnia związanego z pracą. Czyli wczesne pobudki i długie poranne spacery. Stwierdziłam dziś, że już pora na to, by z szafy wyciągnąć rękawiczki.

P.S. A u Ciotki Zu na swój dom czeka Piotruś. Uroczy, prawda?

13 sierpnia 2014

Duszka [*]

Umarła nam rok temu. W procesie umierania towarzyszył jej Z., mnie nie było. Żałuję każdego dnia, że mnie nie było. Ale jeszcze bardziej żałuję, że już Jej nie ma z nami. 


Lubiłam te chwile, w których - gdy jeszcze Duszka była dzikuskiem i mieszkała w łazience - wędrowałam do niej, włączałam cichy dźwięk mruczenia kota i siedząc na podłodze czytałam co chwila popatrując na nią. Cieszyło mnie każde głaśnięcie, na które pozwoliła. Uśmiechałam się widząc jak wyciąga szyjkę próbując dojrzeć coś ze swojej kryjówki i jednocześnie nie opuszczać kryjówki. Rozśmieszała mnie wynosząc - swoim zdaniem - za duże kawałki jedzenia do przedpokoju i domagając się zmniejszenia porcji, bo ona jest damą i tak mocno to jej się buzia nie otwiera. A z drugiej strony - gdy widziała Sisi goniącą Gusię wpadała między nie, szeroko rozstawiała nóżyny i prychała na nie ostrzegawczo, niczym strażnik Teksasu. Doskonale wiedziałam, że oszukuje kiedy wracałam z pracy, a ona z miną zagłodzonego niewiniątka witała mnie w przedpokoju usiłując mnie przekonać, że Z. przez cały, cały czas mojej nieobecności nie dał jej nic, NIC, do jedzenia.

Brakuje mi Jej. Każdego dnia...

11 sierpnia 2014

Rytm życia

Z powodu lata i jego naturalnych objawów, czyli słońca i wysokoch temperatur, oraz z różnych innych powodów, trzeba nam było nieco przeorganizować codzienność. Poranny dźwięk budzika dla Wojtka oznacza, że za chwilę zostanie otwarte okno, więc wdzięczy się i domaga szybkości w działaniu. Sara budzi się powoli, podnosi, przeciąga i popatruje, czy to może już będzie jedzenie. Gusia, Nusia i Sisi owszem, otwierają oczy, ale nie wykazują żadnego zainteresowania tym, że wstaję. Bo one nie muszą. 

Gdy na wpół przytomna spaceruję pomiędzy pomieszczeniami szukając psich woreczków, swoich okularów, butów, Sara zalega w przedpokoju i czeka cierpliwie. Reaguje dopiero na widok szelek, które zdemuję z wieszaka. Drocząc się ze mną, unika założenia szelek, by po chwili nadstawić łepetynkę i zamachać ogonem. Spacerujemy długo, chłonąc poranek w budzącym się do życia parku. Czasami spotykamy zające, czasami większe zwierzęta.

Karmienie odbywa się w oddzieleniu. Pies je najczęściej w pokoju, koty zostają w kuchni. Owszem, czasami jest tak, że koty nie chcą jeść rano, więc Sara zajada swoje w kuchni, a im zostawiam na później suche w miejscach, do których nie sięgnie pies.

Popołudniowy spacer ograniczamy do minimum - do załatwienia potrzeb fizjologicznych. Nie, nie dlatego, że szkoda mi czasu, ale z powodu temperatur. Sara chwilę po wyjściu z domu zaczyna się ślinić, dyszy i nie pała szczególnią ochotą do spacerowania.

Za to wieczorem... Wieczorem bywamy dłużej i chętniej. Co prawda Sara najbardziej lubi krążyć po tych ścieżkach, po których chodzi dużo ludzi - może coś komus upadnie i będzie można zjeść. Najchętniej odwiedza kawiarenki z lodami, czasami kupuję jej wafelka sprawiając jej wielką radość (wiem, nie powinnam i obiecałam sobie, że już nie będę). 

Zaobserwowałam, że koniecznie musimy spotkać się z innymi psami - dużymi i silnymi, jak Sara. Czasami chcę z nią pobiegać, ale widać, że nie jest "wybawiona"; zabiega mi drogę i próbuje podgryzać. Ktoś chętny na zabawę malamucią?

Wczesne wstawania powoduje wczesne zasypianie. Tuż przed dziesiątą wszystkie zwierzaki grawitują w stronę sypialni. A ja sprzatam w kuwetach, uzupełniam wodę i karmę w miskach, a gdy przeczytam kilka stron książki i gaszę światło, z przyjemnością witam układające się na mnie na noc koty. Do snu kołysze nas regularny, wyraźnie słyszalny oddech śniącej Sary.

Dopisek: Sara zazwyczaj unika łazienki. Wchodzi do niej tylko gdy widzi, że zanim skryję się w brodziku, rozścielam przed nim ręcznik. Sara wchodzi, układa się na ręczniku i śpi. A ja wychodząc spod prysznica staję na palcach między jej zaspanymi łapkami.

31 lipca 2014

Przegląd, czyli jak zrazić do siebie zwierzyniec w dwa dni...

Korzystając z kilku dni wolnych od pracy postanowiłam zrobić przegląd stanu zdrowia zwierzyńca. Zarezerwowałam wizyty, pożyczyłam wielki transporter i... I Gusia odmówiła przebywania w jednym transporterze z Sisi. Zapakowawszy Sisi i Gusię w dwa transportery udałam się z nimi do PanDoktora. Sisi na miejscu domagała się wypuszczenia z koszyka, a oswobodzona dała się zważyć (5,50 kg) i zwiedziła gabinet zostawiając zapachy na krześle, biurku, Doktorze. Podczas słuchiwania mruczała przyjaźnie i na tyle głośno, że jedynie dźwięk serca dało się usłyszeć. Na koniec wystawiła przecudnie brzuch do głaskania, czym sprowokowała PanDoktora do szerokiego uśmiechu. Z Gusią było ... Gniewniej było;-) Zważona została metodą: ważymy transporter z kotem w środku, a potem sam transporter w tym czasie trzymając prostestującego kota mocno w ramionach. Ważenie wykazało 4,35 kg, a osłuchiwanie - podobnie jak u Sisi - było niemożliwe. Jedynie przyczyna była inna - Gusia warczała protestując przeciwko wożeniu, macaniu, słuchaniu i w ogóle różnym takim. Obydwie panny należy jesienią zaszczepić, a wcześniej jeszcze wyczyścić im zęby, bo w paszczękach nie maja najlepiej.

Dzień drugi oznaczał wizytę z Nusią i Wojtkiem. Włożeni do jednego transportera pocieszali się wzajemnie, Nusia miauczała zmartwiała po cichutku, a gdy na stole do badań otworzyliśmy wieko transportera okazało się, że on się tylko wydaje taki duży;-) Nusia cichutko skarżyła się podczas badania, nie chciała dać się postawić na wadze wczepiona we mnie (waży 6,45 kg), a gdy PanDoktor oglądał Nusine oczka cierpliwie przeczekiwała. Nusinka też ma zęby do czyszczenia, no i wiadomo - trzeba szczepić. Wojtek ku mojemu zdumieniu waży 4 kg. Dał się w miarę spokojnie obejrzeć, podotykać, choć wyglądał tak, jakby miał chęć na ucieczkę. Jemu zębów czyścić nie trzeba, ale podać szczepionkę już tak.

Od PanDoktora wróciliśmy z pasta odkłaczającą, kroplami na Nusiowe ślepka oraz zestawem tabletek odrobaczających dla całej piątki (Sara waży 32,45 kg) oraz zaproszeniem na potrójne czyszczenie zbębów i popiątne szczepienie. No, kociokwik po prostu...








Nusia po powrocie do domu ułożyła się w kartoniku stojącym w przedpokoju i marudząco sprawdzała, czy jestem i skarżyła się na wycieczkę do PanDoktora. Ewidentnie potrzebowała pocieszenia, więc co chwila szłam do niej i pocieszłam:-)

Wymyśliłam ostatnio, że kocia miska z suchym jedzeniem, by być bezpieczną przed psią zachłannością, może stać na lodówce. Stoi i koty (widziałam samodzielnie wskakujące Sisi i Gusię, Nusię i Wojtka podsadzałam) z niej korzystają. Ale tylko w dzień! W nocy, bez względu na to, jak bardzo miska jest pełna, budzą mnie, bo przecież muszę wstać i napełnić ich indywidualne miski, choćby po 5 ziarenek. Widocznie z miski na lodówce nie smakuje aż tak bardzo...

22 lipca 2014

Ploteczki

Koty odmówiły dziś uczestnictwa w życiu. Owszem rano chętnie towarzyszyły mi podczas sprzątania, włażąc wszędzie tam, gdzie nie powinny, ale popołudniu zmęczone nadzorowaniem porządków, zasnęły. Gusia wyłamała się z atrakcji życia domowego wcześniej, wsadzona przed 9 - na swoją wyraźną prośbę - do szafy, między zmiany pościeli, opuściła kryjówkę dopiero koło 17. I to tylko dlatego, że namówiłam ją na jedzenie;-)

Do kotów oczywiście dołączyła i Sara, która spała tak smacznie, że aż nie chciało jej się sprawdzać, co robię i czy przypadkiem nie karmię kotów.

Na wieczornym spacerze była już ożywiona. Szczególnie jednak na wybiegu, gdzie spotkałałyśmy wilczaka czechosłowackiego, pieska wyżłopodobnego, który zaczepiał wszystkich i Sara musiała mu wyjaśniać, że tak się nie robi, oraz haskiego, który pozazdrościł Sarze patyków i sam też leżał i gryzł:-)

Zbliża się pora spania, zwierzyniec nakarmiony układa się w ulubionych miejscach. Jeszcze tylko sprawdzić, czy nie ma nikogo na balkonie, poczęstować Sisi tabletką i można iść spać :-) Dobrze, że mam urlop:-D

P.S. Nakrzyczała na mnie dziś jedna pani. Krzyczała w chwili, w której jej pies napadł na Sarę. A krzyczała, bo skoro widzę, że ona jest na tej ścieżce ze swoim psem, to dlaczego ja idę tą samą ścieżką, zamiast gdzieś skręcić? Położę to na karb upału...

20 lipca 2014

Jeśli poprzednio wydawało mi się, że jest upał...

... to nie wiem, co powiedzieć teraz. W mieszkaniu, w którym zazwyczaj panuje temperatura zbliżona do 19 stopni, szaleje 25-26 stopni. Termometr zewnętrzny, który w pełnym słońcu jest tylko do godziny 9 rano, i na który boimy się spoglądać, pokazuje od 27 do 40 stopni. Koty śpią na okrągło i nie chodzi tu tylko o czas, ale także o przyjmowane do spania pozycje. Pies wyspacerowany został już przed 8 rano, a w dzień wyszła tylko na krótki spacerek. Resztę czasu śpi, zajada się ze mną wiśniami, śliwkami, kalafiorem i chrupie - już beze mnie - marchewkę.

Drapak, jak widać, służy nie tylko do drapania. Wojtek w nim sypia, Gusia uwielbia tarzać się na plecach, Nusia zza ramienia spogląda lekceważąco na Sarę, a Sisi - w pozycji na kokoszę - omiata dom spojrzeniem pełnym wzgardy dla ludzkich słabości.



Jak sobie radzicie z wysokimi temperaturami?

P.S. Dojrzałam do zmiany szablonu (albo chociaż nagłówka), może macie jakieś podpowiedzi, żeby było ładnie i czytelnie?

P.S.2. TUTAJ zrobiłam bazarek na rzecz Lajli z guzem na śledzionie. Może coś Was zainteresuje.

5 lipca 2014

Sobotnie porządki...

... zaczęliśmy od robienia bałaganu. Co w naszym wypadku oznacza czesanie pięciu zwierzaków i obcinanie pazurków czterem.

Na pierwszy ogień poszła Sara. Bo wiadomo, że jeśli nawet robi się z psem coś za czym pies nie przepada, to i tak on musi być pierwszy. Najpierwszy, przed innymi (vide: Boni i Raptor kłócą się o czesanie). Nadstawiła jeden bok, łaskawie pozwoliła poczesać ogon, a do czesania drugiego musiałam ją namówić, układając według moich potrzeb. Z Sary wyczesałam sierść wielkości średnich rozmiarów kota.

Kolejnym czesanym zwierzakiem była Sisi. Akurat miała życzenie, aby wpuścić ja do garderoby i podsadzić do szafki z obrusami, więc owszem wpuściłam do garderoby, a później niecnie posadziłam ją sobie na kolanach i pozbawiłam nadmiaru sierści. W połowie zaczęła się awanturować, marudzić, ale stosując argumentację - "Jeśli ja tego nie wyczeszę, ty będziesz musiała wylizać", udało mi się osiągnąć cel. Oczywiście, na koniec podsadziłam Sisi do szafki:-)

Zamknąwszy Sarę w pokoju z kociastymi i TŻ zawędrowałam do sypialni, gdzie pod kołdrą i kapą odpoczywał Wojtek. O dziwo, obcinanie pazurków odbyło się bez kłopotów, Wojtuś leniwie burczał, a czesanie - cóż... Nasze chłopczydełko jest tak chudziutkie, i ma tak "obcisłą" skórę, że niewiele było do wyczesywania.

Czesanie i obcinanie pazurków Gusi i Nusi wymagało ode mnie wyższego poziomu logistyki. Musiałam odseparować psa i zaczarować koty, żeby nie wydawały gniewnych dźwięków. Gusia protestowała tylko przy obcinaniu pazurków. Czesanie lubi, więc ułożyła się wygodnie i tylko co jakiś czas odwracała łepetynke, by sprawdzić, czy nie zamierzam przerwać. Z Nusią, jak zwykle, trzeba było zdecydowanie i nieco na siłę. Zaczęłam od pazurków i musiałam zrobić ze dwie przerwy, bo Nusia nagle próbowała przypominać węża, a gdy udaremniłam te zamiary, zaczęła prychać na mnie i próbować ugryźć. Z czesaniem było o niebo łatwiej. Nie tak idealnie jak z Gusią, ale względnie dobrze.

Teraz - po wypełnieniu niewielkiego kosza na śmieci sierścią zwierzęcych domowników - możemy przystąpić do sprzątania. Jasne bowiem jest, że nie wszystką sierść udało się zebrać, mnóstwo unosi się w powietrzu...

3 lipca 2014

Kilka słów

11 czerwca miałam napisać o tym, że mija 6 rok Nusi z nami. Jednak, gdy wracałam z pracy dostałam wiadomość, że zmarł mój Tata. Wrzuciłam do auta torbę z nieadekwatnie dobranymi ubraniami, na tylne siedzenie zaprosiłam Sarę i pojechałyśmy do rodzinnego miasta.

Po kilku dniach ustalił się spokojny rytm - wczesna pobudka, spacer, jakieś sprawy, które jako że stricte ludzkie wymagały zostawienia psa w domu, kawa w południe, południowy spacer, obiad, znów jakieś sprawy, wieczorny spacer i sen. Rytm i spokojny, ale i angażujący - nie było zbyt wiele czasu na komputer, książki. Może to i dobrze? [bliższe informacje i zdjęcia na blogu Malamucie opowieści]. Ach, Sara po powrocie ważyła 33 kg, czyli tylko o pół kilo więcej niż, gdy ważyłam ją na Mazurach.

W tym czasie koty w towarzystwie Z. odżywały. Jedzenie w miskach mogło stać ile chciało, ganianie można było uskuteczniać bez obaw, że dołączy się do niego pies. Słowem - pełen, nie zapsiony relaks.

Po powrocie, chyba z rozpędu, spacerowałyśmy z Sarą nadal dużo. Co więcej, w niedzielne popołudnie, umówiliśmy się na malamuci spacer. 

 
 
Wracam do pourlopowej codzienności. Koty śpią z nami, pies budzi mnie lizaniem po twarzy, gdy koty w nocy chcą jeść i jest dobrze, domowo.

9 czerwca 2014

Pięknoty

Zrobiło się upalnie. Zwierzyniec głównie śpi i ożywia się nocą. Mimo palącego słońca Gusia wygrzewa brzuch, Wojtek z Nusią czekają do wieczora, by polować na muszki, a Sisi jako Główna Dama Dworu bywa to tu, to tam, poruszając się krokiem dostojnym i nie wykazując nadmiernej ekscytacji. Ekscytację za to - mimo wysokich temperatur - wykazuje Sara; wiecznie głodna, śledzi każdy nasz gest i nie gardzop także truskawkami.

W weekend spały, polegiwały, mruczały sennie. Aż trudno było nie spać z nimi...






A w zaprzyjaźnionym Domu Tymczasowym na swoje domy stałe czeka pięć kociąt:



28 maja 2014

Czas czułości

Zdumiewa nas czasami więź jaka powstała między Nusią i Wojtkiem. Obydwoje dorośli, wciąż mają dni kiedy się do siebie czulą, wzajemnie myją sobie uszy, czyszczą ślepka i ogólnie okazują sobie wiele uczuć.











P.S. Na ostatnim zdjęciu za plecami Wojtka widać ucho śpiącej mamutki;-)