13 sierpnia 2014

Duszka [*]

Umarła nam rok temu. W procesie umierania towarzyszył jej Z., mnie nie było. Żałuję każdego dnia, że mnie nie było. Ale jeszcze bardziej żałuję, że już Jej nie ma z nami. 


Lubiłam te chwile, w których - gdy jeszcze Duszka była dzikuskiem i mieszkała w łazience - wędrowałam do niej, włączałam cichy dźwięk mruczenia kota i siedząc na podłodze czytałam co chwila popatrując na nią. Cieszyło mnie każde głaśnięcie, na które pozwoliła. Uśmiechałam się widząc jak wyciąga szyjkę próbując dojrzeć coś ze swojej kryjówki i jednocześnie nie opuszczać kryjówki. Rozśmieszała mnie wynosząc - swoim zdaniem - za duże kawałki jedzenia do przedpokoju i domagając się zmniejszenia porcji, bo ona jest damą i tak mocno to jej się buzia nie otwiera. A z drugiej strony - gdy widziała Sisi goniącą Gusię wpadała między nie, szeroko rozstawiała nóżyny i prychała na nie ostrzegawczo, niczym strażnik Teksasu. Doskonale wiedziałam, że oszukuje kiedy wracałam z pracy, a ona z miną zagłodzonego niewiniątka witała mnie w przedpokoju usiłując mnie przekonać, że Z. przez cały, cały czas mojej nieobecności nie dał jej nic, NIC, do jedzenia.

Brakuje mi Jej. Każdego dnia...

4 komentarze:

L.B. Abigail pisze...

Dobrze to rozumiem...
:)... Wspomnienia muszą wystarczyć...

ofczasta pisze...

Dobrze wiem, jak to jest...

Mądrze powiedziane: wspomnienia muszą nam teraz wystarczyć.

kociokwik pisze...

Abigail,
muszą...

Ofczasta,
zgadzam się.

efka i koty pisze...

Czasem tak smutno bardzo jest tęsknić za nimi :-(