10 marca 2012

Rok minął nie wiedzieć kiedy...


8 marca 2011 roku przywieźliśmy do domu Duszkę. Wówczas miała jeszcze na imię Rodos i tak do końca nikt nie miał pewności, czy jest chłopcem, czy dziewczynką. Owa niepewność nie była wynikiem braku znajomości fizyczności kociej, a tego, że kot trafiwszy do schroniska po śmierci swojej pani, zdziczał. Zanim włożono ją do transporterka podjęto kilka prób najmniej bolesnego i spokojnego wyjmowania jej w klatki. Warczała, gryzła, drapała i robiła wszystko to, co robi kot przerażony.

Zamieszkała za szafkami w kuchni. Kiedy wypłoszyliśmy ją z tamtego, mało sprzyjającego obserwacji miejsca, wcisnęła się za pralkę. Odsunęliśmy pralkę i w lukę wstawiliśmy transporter. Po kilku dniach kotka złagodniała, zaczęła się przymilać i jasne się stało, że dopadła ją ruja. 

Duszka najbezpieczniej czuła się w łazience. Zza pralki wyprowadziła się na kosz z praniem i o ile początkowo towarzyszyliśmy jej oswajając ją z naszą obecnością, tak później, gdy już otworzyliśmy drzwi, sama regulowała proces oswajania. I sama decydowała komu pozwoli się pogłaskać, a na kogo będzie syczała.

Latem okazało się, że Duszka ma cukrzycę. Zaczęło się codzienne badanie krwi, dopasowywanie dawki insuliny, dobieranie diety do stanu zdrowia i potrzeb kocicy. Unormowaliśmy chorobę na tyle, że Duszka przybrała nieco na wadze.

Wydaje się, że jest najcichsza z naszego zwierzyńca. Nie gaduli, nie drapie, nie domaga się głośno uwagi. Gdy czegoś chce, to siada na wprost nas i wpatruje się znacząco. Rano budzi mnie delikatnym dotykiem łapki lub ciamkaniem za moimi plecami. Brana na ręce lekko sztywnieje i czeka na to, co będzie się działo. Jeśli zaczyna się głaskanie Duszka nadstawia brodę, jeśli obcinanie pazurków, czy inne męki higieniczne - koteczka skarży się bezgłośnie. Niewątpliwie jest najstarsza. I może dlatego, od pewnego czasu, uważa za właściwe bycie rozjemcą sporów kocich. Gdy tylko pozostałe kotki zaczynają się ganiać wrzeszcząc, Duszka biegnie za nimi, gniewnie macha ogonem i patrzy na nie groźnie. O dziwo - rozchodzą się.

Duszka miała być kotem tymczasowym. Teraz, gdy ma cukrzycę, zostanie u nas. Nie wydaje się nam, by ktokolwiek umiał się nią zająć tak dobrze, jak my; znacie to uczucie?

Duszka to cichutki kot o silnej osobowości. Cieszę się, że jest z nami, że po traumie, jaką przeszła rozstając się ze swoją panią, trafiła do nas wzbogacając naszą rodzinę.

P.S. Zdjęcie można powiększyć.

14 komentarzy:

magda pisze...

Kiedy odwiedziłam Was ,rok temu ,Duszka rezydowała za pralką,nie wiadomo było,czy wchodzić ,czy nie do łazienki...przerażona uciekała,miała szczęście,:)masz rację,nikt nie zaopiekuje się tak jak Wy ,i nikt nie obdarzy taką ilością miłosnych głasków,dużo zdrówka dla Duszki:)

abigail pisze...

Śliczna jest! Gratulacje dla Niej i dla Was :)

retro77 pisze...

To się jej fajny domek trafił :))

Barbarka pisze...

Fakt, też nie wiem kiedy ten czas mija. Myślę, że ciężko oddaje się komuś kotka tymczasowego, a jeśli wymaga opieki innej niż zwykła to nie wyobrażam sobie w ogóle, bo jak sprawdzić, że kot ma dobrą opiekę?
Duszka znalazłą u Was dobry dom, głaski dla Niej i pozdrowienia dla Was :)

hersylia810 pisze...

Zrobiłam powiększenie i... Duszka jest pięknością wśród burasków! głaski, głaski (wirtualne, więc nie ma strachu, że się przestraszy)

kociokwik pisze...

:-)

kociokwik pisze...

Abigail,
dziękuję:-)

kociokwik pisze...

;-)

kociokwik pisze...

Zawsze trudno oddawać tymczasa. Duszki nie dało się oddać:-)

kociokwik pisze...

Hersylio,
:-)

Anka Wrocławianka pisze...

Kochane, śliczne zwierzątko! Miała szczęście trafiając na tak wyrozumiałych i dobrych ludzi!

Ola pisze...

Wszystkiego dobrego Duszko, nie ma jak kochający dom :))

amyszka pisze...

Wielu takich rocznic Wam życzę :))
Głaski dla kici :)

mokusatsu pisze...

Udało jej się, że trafiła do Was. :) W powodzi niedobrych wiadomości o zwierzętach, które płyną z każdej strony ostatnio, dobrze jest poczytać o takich historiach, jak ta.