14 stycznia 2013

Pamięci Petunii



Od piątku, tego po Nowym Roku, jeździliśmy z Petunią do doktora. Kotka źle się poczuła we wtorek, w środę była u lekarza na wyjeździe, a od piątku odwiedzała gabinet doskonale nam znany. Istniało podejrzenie (a nawet diagnoza postawiona przez doktora na wyjeździe), że jest to FIP. Była pod stałą opieką lekarską - i w gabinecie, i w kontakcie telefonicznym. Piątek, poniedziałek, wtorek, środa. W środę zrobiono mofrologię i wykluczono FIP. Badania wskazały na chłoniakomięsaka. Petunia w środę poczuła się lepiej, sama zjadła, była nieco ożywiona. W czwartek od rana też było dobrze. Niestety - jeszcze przed południem kotka poczuła się bardzo źle i musiano pomóc jej odejść [tu jest wpis forumowy człowieka Petunii].

Petunia trafiła do naszej łazienki 30 stycznia 2012 r. Kilka dni później okazało się, że ma białaczkę. 22 lutego trafiła do swojego domu, gdzie jakiś czas później trafił też białaczkowy Ptyś. Teraz dom jest już pusty... Ptyś zmarł 30 września.

*********************************************************************************

Ostatnie kilka dni spędziłam wśród tysięcy ludzi i tysięcy gołębi. Ilekroć wracałam do domu zastanawiałam się jak wielką radość miałyby nasze koty widząc tyle ptactwa. 

Dobrze było mi dziś spędzić dzień w domu i z kotami. Bardzo dobrze...

6 komentarzy:

L.B. Abigail pisze...

Przykro mi z powodu Petunii. Dobrze pamiętam jej historię :(... Współczuję i Wam i Jej Ludziom...

ewko77 pisze...

Przykre to bardzo :(


Kociokwik, trzymaj się. Pozdrawiam serdecznie!

amyszka pisze...

Smutno bardzo ...:(((
Petuniu brykaj za TM ...[*]

Alison pisze...

Ech te kocie mądre oczy ... zawsze staram się w nich tak wiele rzeczy dostrzec. Nie wyobrażam sobie nie móc patrzec=ć w oczy moich kociaków, ze ich nagle nie ma .
Bardzo mi przykro ... pięknym kotkiem była Petunia i mogła jeszcze długo żyć ze swoimi ludźmi...
Kotki zdecydowanie żyją za krótko :-(

Qra Domowa pisze...

takie historie rozdrapuja moje świeże rany..jaki to ból ,gdy one odchodzą....przytulam...

kociokwik pisze...

Dziękuję za Waszą obecność.