28 grudnia 2010

Świątecznie

Goście przyjechali 25 grudnia. Koty ze zdumieniem przyglądały się kolejnym bagażom, wyłaniającej się spod szalika, czapki, kaptura i kurtki Helence. 

Sisi westchnęła i powędrowała do łazienki, by ułożyć się na stojącym nieopodal kaloryfera koszu na pranie; spędziła tam (z niewielkimi przerwami) całą trzydniową wizytę gości. Gdy wychodziła z łazienki i goście próbowali się do niej zbliżyć wydawała ostrzegawczy syk. 

Gusia spała przeważnie na bocianim gnieździe drapaka. Wystarczająco daleko od dziecięcych rąk;) Na wszelkie próby zbliżenia się do siebie reagowała groźnymi pomrukami. Ale i tak została raz czy dwa pogłaskana przez Helę.

Najszczęśliwsza była Nusia. Spała na fotelu nic sobie nie robiąc z gości. Dawała się czesać, głaskać, przynosiła Heli pod nogi miarę krawiecką i orzeszki zapraszając do wspólnej zabawy.
 (Jak widać nie tylko Nusia ma przyjemność z czesania)
Wieczorem koty schodziły się na wersalkę. Układały na mnie czytającej przed snem, myły się i tak zasypiałyśmy - wszystkie razem. (zdjęcie robione po ciemku telefonem stąd kiepska jakość)
Po wyjeździe gości koty odetchnęły. Odespały wszelkie zaburzenia rytuały, Gusia zbiegła z drapaka na moje kolana, Sisi przyszła dopominać się o głaski i całusy. Dom wrócił do równowagi:)))

2 komentarze:

abigail pisze...

Goście są bardzo mile widziani :)... przez pierwsze 3 godziny :D... :)

kociokwik pisze...

Abigail,
zgadzam się:) Później zakłócają kocie rytuały;)