26 listopada 2011

Miłość i zmora

Współmieszkanie z kotami zapewnia stały poziom endorofin. Człowiek chodzi po domu uśmiechnięty i co więcej, daje się kotu tresować konstatując, że jego życie bez kotów byłoby smutne i jakieś takie...


Dziś w nocy przekonałam się, czemu w stereotypowych opiniach podejrzewa się koty o bliskie konszachty z wiedźmami. Na wpół obudzona zdumiałam się tym, że nie mogę się ruszyć. Zasnęłam i gdy znów się wydobyłam z głębokich snów nadal nie mogłam się ruszyć. Nieco mnie to zastanowiło, ale gdy  skupiłam znalazłam przyczynę - Gusia ułożyła się na moich plecach, na górnej ich części, niemalże na moim karku. Nic zatem dziwnego, że nie mogłam się ruszać, prawda? Dobrze, że nawet przez sen mam świadomość obecności kotów; w innym wypadku byłabym pewna zmory;-)

8 komentarzy:

Agnieszka pisze...

Zgadzam się, bo sama chodzę cała uchachana od ucha do ucha i również nie raz nachodzą mnie myśli, że życie bez kotów to już nie to samo ;D
Rzeczywiście nic dziwnego, że nie mogłaś się ruszyć;)

zakurzona pisze...

ja będąc w ciąży cierpiałam na nocny paraliż nóg. Pączek uparcie lokował się w zgięciu pod kolanami :)))

amyszka pisze...

Cała prawda w tym co piszesz ;)))

Barbarka pisze...

W końcu wszystkie jesteśmy czarownicami, dlatego mamy koty :)

Anonimowy pisze...

Pełnia szczęścia,tylko pozazdrościć,filmik ekstra!

kociokwik pisze...

Agnieszko,
:-)

Zakurzona,
widocznie wyciągał z Ciebie dzienne bóle nóg;-)))

Amyszko,
:-)

Barbarko,
prawda:-)

:-D

abigail pisze...

Bardzo piękny pokaz slajdów :)...
A ja bym taką "zmorę" chciała - moje kociambry kładą się częściej w nogach...

kociokwik pisze...

Abigail,
dwie noce temu Gusia przespała na Z. poduszce, tuż obok mojej głowy. Lekko się zdumiałam widząc wpatrzone we mnie w środku nocy olbrzymie okrągłe oczy;-)