7 października 2012

Wiatr zawiewa liście...

... a to rzecz, która cieszy. Szczególnie Wojtusia. Oczywiście nie jest to jedyna rzecz, która wzbudza w nim entuzjazm. Zauważyliście, że u małych kotów zachwyt światem następuje jakoś szybciej niż u dużych, że o ludziach nie wspomnę? Liść przyniesiony na balkon, nowy - duży - kwiat w domu, własny lub siostrzany ogon, nowa umiejętność (o tak, Wojtek nauczył się wskakiwać na szafki kuchenne), ciepły koc, gotowane żółtko i wiele innych rzeczy, które sprawiają, że ruchy kociaka stają się weselsze...

Nowy kwiat cieszy nie tylko Wojtka. Duszka polubiła spać pod nim. Zostawiła ukochaną czerwoną podusię, koszyk przy kaloryferze i układa się na dywaniku. Chyba muszę i tam zrobić jej jakieś przyjazne legowisko, skoro tak polubiła zielone nad głową. A w innym temacie: Duszce zdarza się zwracać pokarm. Najczęściej po tym jak zje zbyt łapczywie lub za dużo. Ostatnio nad ranem obudził mnie charakterystyczny głos Duszkowego pozbywania się zawartości żołądka. Jakież było moje szczęście, gdy okazało się, że Duszka pozbyła się w ten sposób kłaczków.

Nusia ma niebywałą zdolność. Działa usypiająco na tych, którzy zwabieni białą, mięciutką sierścią idą się przytulić do kota. Haracz za przytulanie trzeba zapłacić: Nusia pucuje czoło delikwenta, a później... Już przez sen wczołgałam się pod koc. I tak przez cały weekend :-) Rytuały Nusi nadają codzienności wyjątkowego smaku. W nocy czuję gdy zapiera się o moje nogi, by wygodnie spać, nad ranem idzie postukać lustrem, by oznajmić, że już jest głodna, przychodzi do łazienki po głaski, a po posiłkach zasiada przed drzwiami balkonowymi, by poprosić o wypuszczenie na spacer.

Gusia od długiego już czasu przychodzi co rano, by ułożyć się na mojej poduszce. Kilka miesięcy temu zaczęliśmy spać na poduszkach wypełnionych orkiszowymi plewami. Mamy takie my i każda z kotem. I co? No i Gusia najbardziej lubię tę, na której śpię ja. Niemalże każdego ranka krąży koło mojej głowy, rozpycha się, liże mnie po rękach, mruczy zachęcająco, omiata ogonem tak długo, aż zdecyduję się podzielić z nią poduszkę. Wówczas układa się niczym zadowolona pantera i zostaje w łóżku nawet wówczas, gdy ja już je opuszczam.

Sisi. Z jednej strony najbardziej niezależna, z drugiej - kot, który przytula, ugniata, dopomina się, bardzo zdecydowanie, czułości. Z nadejściem chłodniejszych dni jest bliżej nas, częściej nam towarzyszy i jednocześnie wyraźniej zaznacza swoją osobowość. Nie, Sisi, nie będzie jadła wtedy, gdy reszta kotów. Owszem, posmakuje tego, co ma w miseczce, ale czym prędzej odchodzi, by wrócić w wybranym przez siebie czasie.

Ostatnio nie robię zdjęć, ale jest jedno. Świętowaliśmy moje urodziny i Wojtuś koniecznie chciał sprawdzić cóż dostałam:

6 komentarzy:

Alison pisze...

Muszę się uważniej przyjrzeć moim kotom ;-)))
Wspaniale opisałaś swoje zwierzaki ... rytuały to jest to ;-)))

Anka Wrocławianka pisze...

Bez nich byłoby nudno, co?:)

kociokwik pisze...

:-)

kociokwik pisze...

:-)

wilddzik pisze...

Super przeczytać taką jesienną kronikę domową :-)
Sto lat :-)

kociokwik pisze...

Dziękuję:-)